
dwaj panowie trzej
Maniana
jak okiem sięgnąć na dwie wiorsty
śniegu nasuło... idą dwa Horsty
jeden jest Hauptmann a drugi gupi
oba są szwaby nikt ich nie dupi
zimno im w uszy zimno im w ciula
śnieg napierdala zadymka hula
jeden popuścił drugi nie szczymał
zmarzły im dupska jebano zima
biegun minęli nie przystanęli
kupili sanie szerpów najęli
zrobili iglo już mają dach tu
będzie kwatera Arktik Wehrmachtu
walnęli sobie po sznapsie jeszcze
zasnęli w zaspie jak zimne leszcze
zamarzli zdechli i cicho wszędzie
trzeciej światowej wojny nie będzie
pokuj i miłość wesołych świąt
a jak się nie podoba to won
śnieg znowu sypie za oknem biało
też mi się kurwa pisać zachciało
BZ
2001
abo żech
zbadałem się na głupotę
wyszło że jestem gupi
...................................
zbadałem się jeszcze raz
......................................i
............................wyszło
..............że........... jestem
guuuupiiiiiii....................
zbadałem się na mądrość
i wyszło że jestem gupi
zbadałem się na gowe
i wyszło że jestem gupi
zbadałem sobie noge
znowu gupi
ręka gupi
wosy gupi
pukiel gupi
zbadałem sobie stolec
.........i............
gówno wyszło
chyybaa taak całłłkiemm ggupii
to nie żechchch jes!!
...........................
abo żech?
LSC
2002-07-31
A trubadur ten zaś
palec w oko głęboko
albo lepiej do nosa
trochę się pomęczymy
ale dotkniemy se mózgu
tutaj ośrodek bólu
tutaj pijackie śpiewki
na lewo słuch absolutny
na prawo strach przed lataniem
palec zakręca wywija
odsłania mroczne sekrety
nicość pustość omszałość
zakazane mniemania
tutaj proszę wycieczki
skandal i paranoja
takie tam pozazmysłowe
postrzeganie jaboli
tu tablica na ścianie
"niska samoocena "
na czworakach kawałek
proszę nie pękać przejdziemy
tu przy nerwie wzrokowym
czas wolny pół godziny
można kupić pamiątki
zdjęcie z misiem sto złoty
BZ
25 października 2002 18:31:21
austriackie gadanie
maniakalny morderca maniakalny oszczerca
korpulentny radykał jednomyślny werdykał
rozpisują się w prasie mięsożerni tekściarze
bogobojni atleci zniewieściali kucharze
wykąpani w przypływie permanentnych mądrości
na talerzach zostają szkielet ogon i ości
przerysował się wyraz rzeczywistych frazesów
przeflancował się obraz obscenicznych ekscesów
za namową Zoltara rozpruł flaki swej żonie
nabzdryngolił się piwem i poczernił swe skronie
uciekł pieszo na koniu w ręce trzymał muszkieta
strzelał przez lewe ramię ukatrupił Hamleta
stanął wreszcie na polu pełnym znanych poetów
wygolonych na klacie zadufanych estetów
i wygłosił kazanie krótkie nudne przydługie
że tężyzna fizyczna nie jest znana na Kubie
ale tłum go nie słuchał tłum wesołych tetryków
każdy z nich w garści ściskał osiem długich ciulików
w majestacie rozpusty filuterna kobieta
ściera swym nagim biustem rzygowiny Moneta
co się nażarł bigosu w przeddzień swojego zejścia
pierdolony liberał ma na dupę futerał
Zoltar wyszedł z ukrycia zmierzył wzrokiem pół świata
krzyknął „was zapierdolę” w sieni brzękły jabole
pili wszyscy po równo tylko Jurand najwięcej
wrócił właśnie z niewoli tam nie mieli jaboli
tylko piwo z Bawarii i kiełbasę z Chebronu
wredne krzyżackie świnie w pelerynach z nylonu
na tym skończę część pierwszą nie wiem czy będzie druga
młodopolscy mordercy astmatyczni cystersi
LSC
2001-12-01
Chude grubasy
chude grubasy żyją w rozkroku
połowa ciała skryta w półmroku
druga połowa sprytnie obuta
a trzecia smutna, blada i struta
mijają lata latają migi
chude grubasy z Wiatrem w wyścigi
spalają tusze i elementy
i z piskiem opon biorą zakręty
uczą się pilnie przez całe ranki
ze swojej chudej Grubej Czytanki
malują usta, maczają palce
Ledwie się mieszczą w czterdziestu w pralce
rankiem siadają na antresoli
i pokazują gdzie ich co boli
koło południa walą w czynele
a potem mają roboty wiele
malują krowy na nieboskłonie
piłują czoła szlifują skronie
grają w makao piją kakao
jedzą niedużo choć nie za mało
a o zachodzie pijają brynę
ojciec i matka i córka z synem
wzdychając wiatry puszczają czasem
niełatwo jest być chudym grubasem
BZ
2002
ballada o rzadkim stolcu
był las a w lesie dżewa
szumiały troche z lewa
bo tak z natury miały
że w lewo się chylały
i sprawy by nie było
lecz im się podupiło
i od zeszłej soboty
wyją jak oceloty
robią potworny hałas
nie przerwą ni na chwile
pierwsze uciekły dziki
ostatnie krokodyle
leśniczy co miał flinte
chciał powystrzelać dżewa
ale nie umiał trefić
bo miał koklusz i zeza
przyjechał plutonowy
granaty miał u pasa
tak się zaczął szamotać
że urwał se kutasa
wieść doszła już do wójta
ten wpadł na pomysł taki
by las zabetonować
... więc musiał abdykować
nie znalazł tez sposobu
krawiec policjant masarz
nie wymyślił cyrulik
ani marcowy królik
sejm zaczął debatować
głos zabrał poseł miller
mówił fafnoście minut
że przydałby się killer
i powstała ustawa
nim poszła do senatu
killera ktoś zastrzelił
bo nie płacił rabatu
prezydent łebski facet
co żone ma co śpiewa
wygłosił przemówienie
że w dupie ma te dżewa
a potem znów przepraszał
w pierś bił się kończynami
i uciekł do kalisza
grać w porno z grubasami
LSC
2001-10-17
Przytulanka
Miś kuleczka idzie lasem
Wymachuje swym kutasem
I tak misio sobie liczy
(Kurwa) jak tu pięknie jest w tej dziczy
chodzi, myśli nie narzeka
Gdzie posrana jest ta rzeka
Jak mu pękła w dupie żyłka
Miś potoczył się jak piłka
Wyhamował w jarzębinie
Masakrując dzikie świnie
Broczy z dupy i z fujary
Jaja ma lecz nie do pary
Urwał oba zatkał dziurki
Później se założy kurki
OdM
BZ
LSC
2001
boja jestem
sklejam klejem metafory
rzeźbie wągry mocze nory
z tyłu dym wypuszczam krótki
kręcę korki strzygę łódki
wieszam rozmemłane gruszki
ścielę chrząszcze i podnóżki
a na deser brnę po pachy
wyciumkane patałachy
bo ja jestem orfeuszem
puszczam wiatry kiedy muszę
rano majtki piorę w cieniu
żeby było w okamgnieniu
mam standardy na winylu
i pończochy po cywilu
śmiechem mogę zabić sowę
przylaszczkami zdobię głowę
nie zasypiam pod krawatem
lubię rzygać majestatem
bo ja jestem orfeuszem
piszę wiersze bo nie muszę
LSC
2001-10-24
Dwie rury jak miłość i nienawiść jak Flip i Flap
jak dwie połówki tego samego trochę sflaczałego arbuza
na straganie gdy pełno much w słoneczny duszny dzień
Moja dwururka to moja córka
i kocham ją jak syna
Choć kopie jak koń i boli od niej dłoń
to moja jest moja jedyna
Nie schowasz się w krzaki przestrzelę ci flaki
Podziurawię ryja
nie schowasz się w szafie i tak kurwa trafię
choć mocno odbija
Sypnę śrutu do rury wyceluję do góry
Słońce kurwa zgaszę
Żołnierzy gliniarzy i kogo się zdarzy
w trzy dupy nastraszę
BZ
2001
Braki w zaopatrzeniu stają na drodze rozwoju
Idę chodnikiem
ludzi spotykam różnych
jedni tam jacyś są
drudzy całkiem w ogóle jakby inni
lezą niby gdzieś.
Ja w to nie wierzę
ale przyzna się który?
idą w zaparte.
Po gowach się drapią
albo po nogach
jeżdżą tymi pazurami
z góry na dół
z dołu do góry
płaty skóry lecą
syf się robi
a łone nic
jedne na prawo
inne za nimi
szybciej
wolniej
jeszcze wolniej
taki jeden stanął nawet
chwilę postał
jakby drogę zgubił
bo rozglądał się w koło
machną ręką raz drugi
drugą nie zamachał bo jej nie miał
i wydupił się
pół chodnika ciulas zajął
A w sklepach to nawet jaboli zabrakło
Wykupili kurwa...
Wszystkie.
LSC
2002-10-04
Gdybym ja miał kurdyban
Tobym ja był wielki pan
Jeździłbym samopas
Samotrzeć dwakroć po raz
Paliłbym wsie jak marlboro
Spaliłbym ich wcale sporo
A o bladym świtaniu
Kiedy czaple w sitowiu
Kaczą gdaczą indyczą
We włosy w kłosy we wrzosy
Nurka rurka armaturka
A wtem co to stać hołoto
Biegną dziki z ameryki
W rękę nagan kasza w sagan
Kontusz, kutas, żupan, z buta
Świnskie udo i pucharek
Okowita i zegarek
Kurant i węgrzyna dzban
Gdybym ja miał kurdyban
BZ
2001
byt kształtuje nieświadomość
jest czarna jak dziura
jest zimna gorąca
kocha się w księżycu
nienawidzi słońca
gdy zmierzcha przychodzi
ze świtem ucieka
dąsa się i chmurzy
czaruje urzeka
ma pałac w zaświatach
lata juefo
wita się z gwiazdami
i chodzi do zoo
codziennie umiera
by się znów narodzić
czy jarzysz już ciulu
o co tutaj chodzi?
LSC
2002-10-11
Jedzoki
hej tam kaś na hali
pasom sie jedzoki
hej jedyn jest niski
a drugi wysoki
hej jedzom ściow i rute
jedzom rabarbary
hej tyn jedyn młody
a tyn drugi stary
hej majom wielkie rogi
i kudłate nogi
hej flaszke orenżady
i łogromne zady
hej jak se we dwa siednom
na chałupe jednom
hej to nic nie zostanie
ino tańcowanie
hej syćko rozpierdolom
jak im sie zachcieje
hej dojze mi dziewcyno
puki świot istnieje
BZ
2001
drogą ścieżką polem
biegnę pędzę lecę
skacze przez parkany
psom kopię do dupy
sadzawka bajoro
kombajn traktor krowa
kury kaczki indor
dzieci ikarusy
omijam przewracam...
mam powód
to czas
upływa tak wolno
tak szybko
bezlitośnie rytmicznie
co robić co robić
więc biegnę pędzę lecę
po schodach
po moście
zygzakiem
jeszcze trochę
kilometr
ulica za rogiem
drzwi klamka
niepewność
zdążyłem! otwarteee!!
jabcoki mi dajcie
jabcoki
na kartę
LSC
2001-10-30
Walić wałkiem
Tuczyć tuczem
Scalać całkiem
Latać lotem
Pocić potem
Chcę od jutra
Kamasutra
BZ
29 września 2001 12:24:04
wiatru dmuch larwy much
buty nóg krętość dróg
wody kopa baba chłopa
w zadumaniu i przeczuciu
człapał ścieżką książę Mieszko
bardzo go bolały nerki
szukał więc prastarej derki
która żyła w mateczniku
dwiesta miała na liczniku
marny los z wieprza sos
potu łyk stary pryk
szyby brzęk poseł pęk
tatarak tata rak
w pantofelkach z koźlej skórki
zbiegał Marlon Brando z górki
incognito pomalutku
dwa kolczyki miał na sutku
a w portfelu obok zdjęcia
trzyma jądra swego zięcia
któż mnie o to wszystko pyta?
nikt ja jestem troglodyta
LSC
2001-11-08
pobili się dwaj opoje
a każdy walczył o swoje
wyciągli z nienacka giwery
a każdy co najmniej cztery
potem granaty haubice
chuj trafił całą ulicę
rakiety żółte berety
mordują dzieci kobiety
zamieszki przybrały na sile
wezwano posiłki z Chile
przyjechał Kofi Annan
wsadzili mu w dupę banan
a saper z oenzet
zginął pisząc MIN NIET
konflikt się eskaluje
przyjechał producent z Nairobi
Dżon Łu film o tym zrobi
BZ
2001
miałem dziwny sen o ryju
akcja działa się w antryju
kurczuś jeździł na mopliku
świńskie zadki na patyku
władca much miarowym krokiem
sunie z kuchni łypiąc okiem
małpy bredzą o żymlokach
wernychora grzebie w lokach
właśnie znalazł rozwiązanie
co zjeść dzisiaj na śniadanie
już wywęszył coś w pianinie
i wyciągnął ryjskie świnie
LSC
2002-10-22
Serce miał całe z blachy
A uszy jak u słowika
a rymy chował pod szafę
a nuty trzymał w słoikach
a kiedy popił to rzygał
lecz zawsze przez lewe ramie
obrzygał kiedyś biskupa
a potem kopnął mu w sranie
BZ
LSC
2001
z czuciem zastukał w przedział
lecz nie otworzył się mu
niezrażony nie ponowił
zalał się łzami rozkoszy
wpełzły mu do kaloszy
LSC
2001-09-14
paulin trzepał kapucyna
a kapucyn bernardyna
z tej historii dźwięczny morał
jest jak gregoriański chorał:
kto nie uszanuje mnicha
temu wkrótce spuchnie micha
bo choć biedny on i bosy
ma w rękawach wielkie kosy
a w nogawkach dwa nunczaka
pod kapucą zaś kałacha
BZ
2001
były wertepy teraz jest równo
zjadłem kanapkę zrobiłem gówno
w nocy jest ciemno a za dnia jasno
w szaletach śmierdzi w tramwaju ciasno
w korycie woda albo pomyje
raz nagie ciała raz świńskie ryje
w kasie jest szmalec w garnku jest smalec
w karafce wódka w sądzie powódka
czarne jest białe białe zielone
wszystko jest kurwa popierdolone
LSC
2001-11-08
Była sobie raz biedronka
Co leciała wprost do słonka
Całe ciało ogrzać chciała
Więc do słonka wprost leciała
Już swe piegi złate miała...
A ta dupa wiąż leciała
Czerwień swą na czerń zmieniła
A kropeczki roztopiła
Potem skrzydła jej odpadły
I policzki ciut pobladły(?)
Wszystkie łapki się spaliły
No a czułki się zwęgliły
Już w środku była hrupka
Serce, nerka oraz dupka...
Było prawie po biedronce
Gdy ujżała wielkie słońce
Ale bydle to wytrwało
I do słonka doleciało
OdM.
2001
Dzika kura to jest zwierze
które żyje na papierze
jest w kolorze na bosaka
nosi futro zamiast fraka
gdacze owszem lecz inaczej
półtonami chyba raczej
albo jakoś tak falsetem
jeb ciul dup
czy coś w ten deseń
oczy ma lecz nie korzysta
każda noc i tak jest mglista
za to uszy ma w kropeczki
maluteńkie jak cipeczki
nóg ma chyba z sześć lub cztery
z pazurami jak siekiery
i gdy szuka se robala
wszystko w koło rozpierdala
ma tez dupkę jak to kura
w dupce otwór czyli dziura
a gdy zajrzysz do tej dziury
to zobaczysz gówno kury
ptak ów dziób ma całkiem duży
dziobem pije ciecz z kałuży
dziobem dziobie mrówki glizdy
świńskie zadki chuje pizdy
jest postacią doskonałą
ten intelekt i to ciało...
Dzika kura jest to zwierze
które żyje na papierze
LSC
2000-10-29
Hilda dzisiaj jest w humorze
Mała myszka śpi w komorze
Ja za chwilę drzwi otworzę
I już nikt mi nie pomoże
Łeb swój ścisnę tak jak orzech
Pieknie, szybko, krwi nie będzie....może.
ZP
18 sty 2001
z boku wykopałem dół
wstawiłem do niego stół
na stole były bułki
i smalec z lewej półki
taboret też przyniosłem
i noże i widelce
w przecudnej salaterce
były cielaki z osłem
całe zresztą zabite
lecz niedokładnie umyte
miały tuszę jak trzeba
oczy wzniesione do nieba
usiadłem przy potrawce
wziąłem dwa sztućce w łapy
łyk wina (bo lepiej trawię)
zacząłem od oślej szłapy
długa na łokieć była
a skórka na niej rumiana
śmierdziała skarpetami
jak wykwintne salami
u drzwi zadźwięczał dzwonek
kogo licho nadało
patrzę oczom nie wierząc
a człowiek siedząc leżąc
włożyłem go do worka
by mu wygodniej było
przepraszał i dziękował
zdębiał i zastepował
rozwarłem drzwi niech widzą
ludzie co się rozbiegli
kiwają się i szydzą
strzeliłem to polegli
wróciłem do wyżerki
łyk wina potem drugi
zerkałem pijąc jedząc
a człowiek srając siedząc
mogłem napisać donos
mogłem nabazgrać fraszkę
mogłem stworzyć poemat
albo obalić flaszkę
a ja celowo świadomie
jak niegdysiejszy esteta
stworzyłem pisząc siedząc
bo wielki ze mnie poeta
LSC
2001-11-02
Gadają o mnie rzeczy plugawe
Żem jest dziedzicznie obciążony
Bo w sytuacji zagrożenia
Wypuszczam z dupy małe tajsony
Czemuż wam głupcy humor tak psuje
Że gdy kto na mnie mocno nastaje
I z buta w nery, i w morde daje
To go dopadną te małe chuje
BZ
2001
odwrotnie spocony
przyczajony z góry
Alfred nie zapomniał
i wyszedł ze skóry
otarł pot rękawem
z hebanowych klepek
moczył chleb w likierze
dziury chował w serze
klopsy robił nocą
żeby nikt nie widział
kiedy był przy władzy
dostał na to przydział
ale ich nie zjadał
robił z nich altówki
smarował towotem
i już miał parówki
szeptał do sąsiadki
że jest ogóraskiem
chciał zrobić mizerię
uciął sobie gnata
lecz zamiast mizerii
to mu wyszedł tatar
ale jakiś mały
i trochę wąsaty
ustrzelił go z procy
i zamarynował
przyjdzie sroga zima
to zje skurwysyna
miał Alfred kolegę
nazywał się Zbyszek
wpadł kiedyś na wódkę
i mu stłukł kieliszek
czerwony zpurpurzał
gnoja ukatrupił
zgwałcił poćwiartował
upiekł i wydupił
a potem żałował
i tłukł pięścią w pałę
„ale byłem głupi”
przecież zjeść go miałem
zasadził w donicy
bretońską fasolę
podlewał miksturą
w niedzielę i wtorek
urosło mu drzewo
obrodziło latoś
ale nie fasolą
tylko „Naszą szkapą”
poznał raz dziewczynę
z Żelazowej Woli
zwierzył się biedaczek
że go prącie boli
chciała go pocieszyć
by mu raźniej było
więc rzekła kobita
„a mnie boli pita”
chyba będę kończył
i postawię kropę
stoi za mną Alfred
i mnie w dupę kopie.
LSC
2001-12-03
Tam spójrz - jest biały, i rośnie, i płot
niby ocieplany korzuchem puszystym
zimno, mróz a świat taki
przejrzysty
nie mglisty
czysty
Stąpaj cichutko- skrzyp, skrzyp, skrzyp
Jest noc
ciemno, jest jasno
Jest noc, w klatce zamknięty - za ciasno
Jest noc, lecz IDĘ;
idz!
do butow nogi wsadź!
Mróz,
ten zapach - śnieg?
nie, to szadź.
Sopel w nosie, w uchu wosk
Okradniemy w drodze kiosk
Bryła lodu zbije szybę
w sklepie gdzie trzymają rybę
Wielką niby z Indii słoń
Potem trąbka - Sygnał! Hej, na koń!
Pojedziemy przez noc mroźną
(ważne byś miał minę groźną)
Napędzimy tym kutasom stracha
(pewnie siedzą i słuchają Bacha)
Będzie krzyk, będzie gwałt!
Nie wiem zresztą czy coś będzie:
mróz, zimno, śnieżne zaspy wszędzie...
Dalej, kurwa, co ty? Peniasz?
Hej, ruszamy i to zaraz!
Mróz i noc po naszej stronie
Tamci, melomani, zapomnieli o obronie
Osiwieją im ze strachu skronie
Gdy ich zbudzą nasze wściekle rżące konie
A gdy ujrzą nas, w półmroku
Mięśnie sztywne, nie postawią ani kroku
Zostawimy ich zesranych i śmierdzących.
Niby to niechcący
podpalimy im chałupę.
Jeszcze tylko pozdrowienie:
CHUJ WAM W DUPĘ!
ZP
18 sty 2001
la lla laaaa
la la la lala la la la
spidi gonzales
ty taka kurwa twoja mać
sam jesteś jak ten w dupie palec
i kokainę musisz brać
ty umiesz pacierz umiesz macierz
ty możesz być kimkolwiek chcesz
a zamiast tego robisz w gacie
od wewnątrz i na zewnątrz też
ty zamiatst mózgu masz burito
tchórzliwy jesteś tak jak śledź
więc może byś się odpierdolił
hen na daleką północ gdzieś
BZ
2002
miał cztery siostry i tyle samo sześciu braci
czyli razem było ich troje
ale mniejsza połowa poszła na wojnę
i zostało ich już tylko pięcioro
więc zaczęli szukać czwartego do brydża
ale nie znaleźli więc nakręcili
poszukiwany poszukiwana
ale im tego nie puścili
bo nie mieli na czym
pracuje ciężko na budowie
noszę ciężkie cegły
i bardzo ciężkie worki
z takim białym czymś
i muszę też do takiej co się kręci
sypać piach bardzo ciężkie to też jest
albo dołki kopie pot się leje
ciężko jest ciężko
abo ciężko też jest jak takie beki nosimy
bo ciężkie są sakramencko
ale ino na początku
bo jak już całe piwo z nich wyżłopiemy
to są całkiem letkie
a ten ciężar to chyba na nas przechodzi
bo się tak ciężko robi że się nie da
i nie robimy i tak do soboty
bo w niedzielę już tych bek nie trza nosić
bo w barze to do kufli leją od razu.
LSC
2002-10-07
Przyszła baba do lekarza
Dał jej lekarz kawał schaba
A że schab był ciut zepsuty
Nakopała mu do dupy
Poszła baba więc do czarta
No bo była tego warta
Warta, odra inna rzeka
No i baba nie narzeka
Dobrze było tej babinie
Choć nie tak jak w ciemnym kinie
Czarcia nora nienajgorsza
Grunt to forsa, forsa, forsa...
Zarobiła baba kasę
Już nie braknie jej na kaszę
Kasza, ryż czy inna zupa
Niech nam żyje damska DUPA.
OdM
2001
siedzę w domu mam kolano nieskuteczne
siedzę w domu piszę wiersze niedorzeczne
senna jestem pióro śpiący ślad zostawia
proszę muzę niech mnie samej nie zostawia
smutna jesień za mym oknem przystanęła
nie pomaga w dokończeniu mego dzieła
nie ma deszczu ani nawet wiatr nie dmucha
o tej porze nie nawiedzi mnie brzęcząca wściekle mucha
piję kawę chcę ożywić moje otępiałe ciało
pije kawę ale płynu jakby ciągle było mało
moje łóżko prześcieradło kołdra i poduszka
nikt na świecie nie ma tak fantastycznego łóżka
rzucam pióro i wskakuje w miękkie fałdy mej pościeli
jestem w niebie niech mnie kurwa nikt nie budzi do niedzieli
LSC
2001-11-21
Głowę mam dupną jak bania
a w głowie różne mniemania:
że wszelkie tańce są głupie,
że zbędne są włosy na dupie,
że gorzej jest nie spać niż spać,
że kurwa, że nędza, że mać
że fakju no i że jeszcze
z grubej leszczyny są leszcze
że owszem bo czemu nie
że dobrze to lepiej niż źle
że zgrzebło i że imadło
że trąba, rzyć i jebadło
...
...
Jak nic do roboty nie mam
to siedze i se mniemam
a jak sie trafi robota
spierdalam jak Gołota
BZ
2001
zasadziłem ziarko i polałem z wiadra
pacze czy nie rośnie...
ale nie nie rośnie
leje drugi raz
żeby się napiło
żech myślał że wzejdzie
a one mi zgniło
LSC
2001-09-21
za siódmą górą
za ósmą rzeką
za szybą pancerną jak czterej
żył książę Szajba
ze swoim dworem
uczty wydawał co wtorek
kmieciów nie lubił
bo byli chuje
szpicrutą bijał ich czasem
stawał na blankach
czesał se grzywe
i zapierdalał coś basem
miał wodorosty
miał kołowroty
miał sto wyciorów do fajki
nie miał aliści
dębowych liści
i to jest koniec tej bajki
BZ
2002
walczę z zapachem z pod pachy
perswazją
groźbą
błaganiem
obwijam pachę stara firaną
wyrywam włosy
turlam pod górę
strzępię na strzępy
związuje sznurem
piszę donosy do trybunału
głaskam
przypalam
staram się staram
a pacha dalej jak gdyby nic
rozsiewa woń że jest mi wstyd
i nagle naszła mnie wielka myśl
do sklepu hop a w sklepie ścisk
wytrwale czekam na swoją kolej
przy ladzie mówię „dej pani łolej”
pędem do domu po cztery schody
gaz płomień olej i norza błysk
odcinam pache ale był pisk
a potem smażę przez pół godziny
zapach przecudny kosodrzewiny
jeszcze popieprzę jeszcze posolę
potem no cóż...
pachę wpierdolę
płęty nie będzie bo po co ona
i tak by była popierdolona
LSC
2001-10-26
przecisłem sie koło szafy
ledwie
niechcący
bom chcacy nigdy
za bardzo nie był
a ona mnie drzwiami
na oścież
nicą
niczym
haubicą
jakby sto lamp w oczy
na gle
BZ
2001
niby dwa a jednak cztery
skropiłem twarz tanim winem
krople ściekają po czole po nosie
chwilę wiszą na koniuszku
i nagle hop szybują ułamek
i nikną w podkoszulku
taka bezmyślna samozagłada!
bez odpowiedzialności za świat!
a tu cza orać! siać!
a one!?
chuje solone
LSC
2001-10-22
oto pan Cukinia.
co rano odprawia swoje smutki krótkim ``spierdalać``
a one trwożliwie pierzchają
w poszukiwaniu innej ofiary
swoje grzechy przechowuje
starannie posegregowane
bo- mówi- nie wiadomo kiedy mogą się przydać
pan Cukinia dawno stracił kontakt z rzeczywistoscią
nie tęsknią za sobą
BZ
2002
spada deszcz leci wiatr
zimno je mokro te
a na dach wylaz kot
ześliz się no i spot
idzie chop widzi kot
myśli se albo nie
szed też bab ale zsłab
no bo kot ten co spot
jedzie auto wąska droga
przejechało kotu noga
a że miało dobre serce
przejechało też po nerce
idzie ktoś paczy nera
ale wielo jak patera
schylił się i jom biere
bedzie mioł na niedziele
biegnie pies nosem wonio
odgryz zad bedzie jad
idom ludzie ze fabryki
wzieni kota na szczewiki
tu źrenice tam siekacze
oko serce ślad po nerce
koty głupie są jak buty
kotą strasznie śmierdzi z dupy
mają kłaki i pazury
wdupią się do każdej dziury
są ciulate i posrane
okurwiałe pojebane
LSC
2000-11-07
kto z nas kiedyś w swoim czasie
nie grywał na katabasie
albo chociaż trzecich skrzypiec
czy to moskwa czy to lipiec
proszę wsiadać odjeżdżamy
będzie huśtać jak sto chujów
mandragora z ekslibrisem
przykryć nogi srebrnym lisem
czy to gwiazda czy niemowa
świeci jakby nie od rzeczy
ale cicho bez rozgłosu
no bo jeszcze ktoś się dowie
zastępuje sobą siebie
dziurę wyjebała w niebie
przedział za przedziałem
za przedziałem przedział
a za tym przedziałem
stoi ten co przedtem siedział
dłubie palcem w nosie
strasznie się napręża
zagrałby w pornosie
ale już ma męża
krótko mówił lecz treściwie
sens przemowy topił w piwie
ugryzł kromę razowego
wpadł na chwilę do niczego
pod atomem, pod helowym
baba szarpie się z gajowym
jak mu urwie nogi obie
na ścianie powiesi sobie
hej przeleciał proton
urwał babie głowę on
BZ
2002-10-26
Chujową miał dupę
I nogi chujowe
I ciula z prawdziwej kości chujowej
Kutasa którym chujowo kręcił
Wszystko chujowe oprócz poręczy
Zaprosił kolegów chujów na karty na w pół do czwarty
Przychodzą wołają chuj z tobą kolego
Nikt nie odpowiada
Nie ma chujowego
ochujał, i wyszedł
LSC
2000-09-30
masońskim znakiem agfą kodakiem
przyzywam was mary obrzydłe
dajcie mi popić dajcie zapalić
w morde komuś przywalić
płaczcie na wietrze wyjcie na dworze
ja się na chwilę położę w łoże
jebnijcie zdrowo w kość ogonową
tych co mi życzą chujowo
gusła uczyńmy duchów wołajmy
spalmy se blanta w wychodku
bo najważniejsze mój przyjacielu
co kogo jebie tam w środku
BZ
2002
taki żeby był mądry a może nawet nie głupi
i taki przemyślany
taki że niby na pierwszy rzut
nic nie znaczy
a tam głębia taka
myśl jak kryształ
dno widać
miałem wory w worach wióry
myślisz że się kapnął który
albo dyszle i żylaki
przerabiane na kołpaki
barbarzyńca z mordą posła
miał sprzedawać u mnie wiosła
już minęła jesień zima
i gdzie szukać skurwysyna
w szafce miałem klucz do wc
tam trzymałem swe onuce
potem je w guliku prałem
nim suszyłem wyżymałem
ze dwa razy na pół roku
coś mnie strasznie żgało w boku
myślę sobie mam to dupie
teraz w kiszce mnie coś łupie
ciężkie życie jest poety
niby hamlet i makbety
ale kurwa tak naprawdę
w żici mają go notable
bo na sztuce się nie znają
po dwóch setach już rzygają
uwielbiają grzebać w PIT-ach
marzą chuje o zaszczytach
LSC
2002-10-06
budzą mnie rankiem binladeny
całe w talibach i czarczafach
noszą rakiety ziemia-ziemia
kozy trzymają w moich szafach
spiskują pilnie za kuchenką
skryci w swych bunkrach i turbanach
i nici intryg jak z barchana
plotą raz grubo a raz cienko
kwatera główna jest w lodówce
a gdybym chciał do kibla nocą
na drodze mej pancerne hufce
gąsienicami załomocą
na niebosiężnych kandaharach
w pawlaczu, gaciach, brudnych garach
tu palą opium a tam haszysz
się sztachniesz to się nie wystraszysz
każdy binladen ma sto słoików
a w tych słoikach tysiąc wąglików
już nie mam siły i wszystko na nic
martyrologia ma nie ma granic
ja bardzo proszę pana busza
niechaj na wojnę z dziadami rusza
zielone na nich puści berety
wieprzowe na nich zrzuci kotlety
BZ
2001
kaj są moje kurwa gacie
szukam ich po całej chacie
nie ma w kuchni ni w spiżarce
w kominiarce sanitarce
szukam w mydle i powidle
w prawym skrzydle w lewym skrzydle
już komodę chcę przesuwać
już pierogi chcę rozpruwać
nagle zerkam pod kanapę
patrzę batki pręgowate
całkiem dobre i dziurawe
chyba zetrę nimi kawę
ale zaraz gdzie galoty
może je wdupiły koty
albo jakaś czarownica
je ukradła dla kmicica
szukam tydzień
dwa tygodnie
schudłem tak że lecą spodnie
schudłem tak że lecą...
chyba mózg mam coś w nieładzie
przecież noszę je na zadzie
LSC
2001-10-30
wstrząśnięty lecz nie zmieszany
co mu strzeliło do głowy
wielokroć w dupę kopany
czerstwy chrupki razowy
w obłoku dymu z cygara
w nastroju lekko chujowym
w ręce ma błotnik od stara
na głowie rogi od krowy
w kieszeni kostki brukowe
w zanadrzu dwie niespodzianki
w butach gazy bojowe
okładkę z pierwszej czytanki
pokutę chamstwo i chryje
w torbie po pomidorach
składane dziadowskie kije
chowa w przepastnych porach
czas się zakręca wkoło
on wali prosto z butelki
cieniem się kładzie na czoło
tupecik jego niewielki
BZ
2002
Idzie chłop lecz coś mu chlupie
włożył palec gmera w dupie
maca w górze nic nie czuje
zjeżdża na duł a to chuje
klajster wlali mi do dupy
żebym nie mógł zrobić kupy
LSC
2001-10-17
Jiiaaaa
Ciieęę
ku u ku kurwa w pysk
krew
w
okół
śmigłowiec sokół
śmigłowiec apacz
urwałem chlapacz
kto zacz
pro zak
.
.
.
.
.
znowu nie tak
BZ
2001
marynarzem chciałbym zostać
to jest bardzo piękna postać
może chodzić w podkoszulku
i muszelki mieć na sznurku
ma czternaście żółtych spodni
sika kiedy wiatr jest wschodni
masturbuje się publicznie
a wypróżnia spontaniczne
jest niewielki w sumie mały
lubi mieć podbite gały
ordynarnie się wyraża
ma na klacie tatuaża
powiem prawdę choć bez żalu
wszystko robi to dla szmalu
bo jest snobem i gówniarzem
... nie chcę być już marynarzem
LSC
2001-10-24
wyrosła mi huba na dupie
niespodziewanie w nocy
chyba już jestem stary
żeby nie rzec zmurszały
trochę się niewygodnie
siedzi z hubą na dupie
pójdę do ogrodniczego
herbicydów nakupię
wieczorem grzyba podtruję
potem z lekka przypalę
rano wstanę radosny
smalcu gęsiego przyłożę
śladu po niej nie będzie
chyba owszem być może
myśli głupia że będzie
jeździć na mnie na gapę
prędzej świnie polecą
kluczem na wyspy szczęśliwe
ni chuja!
huba pierdolona
teraz będzie ostro
albo ja albo ona
BZ
2002
na przełaj przez tataraki
ciągną dziobate szczupaki
mordercze koślawe kury
odbyty i czerstwe buły
mają ze sobą kosy
przydawki i bigosy
kulawe węże boa
i denka od jabola
chcą napaść na morszczyny
rozkopać im pierzyny
dać bobu nawarzyć piwo
i zeżreć im pieczywo
morszczyny to bogacze
co mają puklate klacze
szczewiki z erefenu
a kawior mają w menu
i są już fejs to fejs
tu błyśnie nóż tam pejs
gdzieś flak upadnie blisko
oj kurwa będzie ślisko
i leją się ciulają
łomocą napierdalają
drą pasy skręcają karki
raz z misia mu raz z bańki
i walka by jeszcze trwała
pewnie ze dwie godziny
ale autor ochujał
LSC
2002-10-13
czyżbym był popierdolony
wszędzie widzę salcesony
na zapiecku i na gumnie
w bucie w studni w dupie u mnie
na podwórzu i w piwnicy
w szopie w szkole i w kaplicy
w jezioraku w tataraku
i w masarni i w tartaku
na księżycu na plutonie
na smętarzu poligonie
na powierzchni i pod spodem
i w przeręblu i pod lodem
w stogu siana w belach słomy
w maszynie co wali domy
w czterech jeźdźcach w trzech koronach
w laciach kapach telefonach
na dzwonnicy na mównicy
w okolicy na stolnicy
na wieszaku na trzepaku
w oziminie i w rzepaku
w domu w polu na wsi w mieście
w farszu w marszu w majtach w cieście
w rusznikarni i w palmiarni
w kibucu w pomarańczarni
w zachęcie i na zakręcie
w poczekalni w parlamencie
i tak mi się dwoi troi
trochę mnie to niepokoi
BZ
2002
gdzieś w oddali za rzeką
czyli nie tak daleko
jest kolonia abderytów
filistrów i troglodytów
to szubrawe wilkołaki
gnidy ścierwa i dziwaki
kutafony mordochleje
nekrofile i złodzieje
są okrutni i bezwzględni
małomówni i bezzębni
obrzydliwie obesrani
zaropiali obrzygani
ale ja ich lubię bardzo
chociaż inni nimi gardzą
unikają jak zarazy
a ja wdupczam z nimi zrazy
lubię wszystkich i z osobna
piję z nimi bełty do dna
kocham ich śmierdzące nory
bo czytają me utwory
LSC
2001-11-30
na cztery skaczemy
ale ja się boję
tu nie jest wysoko
najwyżej kwadrans
poszło łatwo
już nie wróci
oni w drzwi
a my daleko jak niemogę
tu nie wejdą
a my nie wyjdziemy
ładną komnatę ma pan Toranaga
szkoda że bez klimy
chuj tam
i tak nie wychodzimy
BZ
2002
latynosi mohikanie kosmonauci utymianie
wraz mężczyźni i kobiety dzieci kapcie i berety
wstańcie wszyscy w imię celu
ten ukryty jest na helu
mężni ciałem słabi duchem
co pijecie berbeluchę
weźcie w łapy co podleci
taborety wiersze kmieci
uformujcie szyk bojowy
bo cel szczytny wzywa was
ramię w ramię dupa w dupę
kto nie pójdzie będzie trupem
a kto pójdzie trupem już
z gardeł waszych pieśń wychodzi
wyją wszyscy głównie młodzi
już zdobyli dwa browary
opróżnili wszystkie gary
słabsi duchem legli trupem
mężni ciałem wyszli całem
i krzyknęli w górę kosy
teraz kurwa na polmosy
LSC
2002-07-01
przyleciały chłopy z innej galaktyki
szlauch wyciągły solidny
z gumy albo i nie
leją tłustą śmietanę w okna drzwi do garażu
a ludzkość nie ma pojęcia
co się właściwie dzieje
że tak wiekopomne zdarzenie
w nocy pod samym bokiem
prezydent wygłosił orędzie
krótkie:
‘jakoś to będzie’
wsiadł do air force one
ludzki pan
a tymczasem śmietana
wypchła okiennice
zapierdala ulicą
przewraca ludzi konie latarnie
nadjechał brudny harry
wyciągnął wielkiego kolta
zalało mu sandały
stoi posrany cały
mnisi z klasztoru szaolin
smarują twarze sadzą
myślą że coś poradzą
śmietanę to równo wali
sięga drugiego piętra
zalała spodek i rondo
ratusz i sukiennice
a takie dobro od niej bije
że świat się w oczach zmienia
pijacy rzucają jabole
politycy pierdolą mądrze
wszystko jest jakieś z grubsza
nikt się specjalnie nie sępi
uniwersalna życzliwość
płynie na falach śmietany
kosmitów gdzieś wjebało
taka ich misja tajemna
szerzyć śmietanę w kosmosie
życie rozumne wspierać
w dążeniu do absolutu
i nie dać się chycić pokroić
wpierdolić do formaliny
BZ
2002
znikają liście za mym oknem
na szybie liczę wielkie krople
z komina dym leniwie leci
jesienne słońce smutno świeci
wełniana kurtka może szal
smętnie wokoło lata żal
do sklepu idę chyba tędy
pod monopolem jakieś mendy
wszyscy markotni oni weseli
ponoć koczują tu od niedzieli
im nie przeszkadza żadna pogoda
kiedy pod ręką ognista woda...
kupiłem flaszkę co tam dwie dychy
ze trzy ogórki tak dla zagrychy
i ciepło ciepło na twarzy banan
to lato mi się z butelki kłania.
LSC
2002-10-08
kiedy przyjdą podpalić dom
ten który kochasz: amerykę
kiedy rzucą przed siebie brom
kiedy runą żeliwnym nocnikiem
ty stań u drzwi
M T V
BZ
2001
flaki parówkowa wielkie tłuste schaby
kto jest konsumentem to leniwe baby
moczą mordy w piwie zadem łamią sztaby
o kim znowu mowa to leniwe baby
mają kilka zalet ale same wady
dochtory znachory to leniwe baby
mężów mają, żony, maja jazdy prawo
to na ciebie piszę ty leniwa babo
są jak dziura w moście albo dziura w dupie
nie tylko leniwe nade wszystko gupie
łyse czarne rude świdrate araby
każdy z nas ma w sobie coś z leniwej baby
LSC
2002-07-24
Pan Leoncio na dziedzińcu strzela z bata do murzynów
poryczała się Isaura w biały obrus głośno smarka
brat Alfonso wkrótce będzie prowincjałem kapucynów
w kuchni żre coś Żanuaria monstrualna kucharka
Sytuacja się robi skomplikowana wielce
bo właśnie Żanuaria zjadła Kielce
pan Alvaro się porzygał pewnie zeżarł coś trefnego
pan Ernesto wpadł do studni zorro zgwałcił pielęgniarkę
lokaj ma złamane serce a obojczyk don Diego
Żanuaria poszła w chuj- trzeba przyjąć kucharkę
ja ci mówię siedź na dupie i nie ruszaj się teraz
bo właśnie Żanuaria zjadła Sieradz
pani Rosa spadła z wozu koniom lżej się zrobiło
panicz Julio na piechotę udał się do Gwadelupy
biedny peon na kolanach wyznał Manueli miłość
Lucesita na złość wszystkim po kryjomu daje dupy
Żanuaria jest w porzo tak mówiąc między nami
Wdupiła właśnie Denver razem z Karingtonami
siedzisz przed telewizorem w ekran gapisz jak głupi
Jeszcze nie wiesz że ciebie Żanuaria też wdupi
BZ
2002
na trotuarze stoi gość
tak zupełnie sobie jakby nigdy coś
patrzy też zupełnie ale niezbyt celnie
włosy ma na klacie i przydługie gacie
zresztą całe w żabki jakieś takie głupie
kiedy nikt nie widzi drapie się po dupie
a koszuli nie ma po co mu koszula
kiedy wszyscy patrzą wyciąga se ciula
buty ma zandały i jedną skarpetę
ale w niej nie chodzi nosi w niej gazetę
fajny jest w ogóle i intelygentny
kiedyś był premierem teraz sra za skwerem
spojrzał się przez ramię rozwarł wielkie wary
chciał ryknąć lecz zamarł leko się uszczypnął
wywalił klejnoty nasikał i zniknął
LSC
2001-10-21
mansardowe okno i sera kawał
życie artysty to jeden zawał
wino w butelce skisło mi wielce
konsjerżka sie przypierdala a to gupia cipa
obetłem se ucho i jakoś mi głucho
jak kto do mnie z lewej mówi
nic nie słysze ino cisze
takbym chciał malować rury
ściany sufit i piwnice
szare mydło i klejówka
no może czasem emulsja
aż mnie coś tak podrywa
ale nie kupie farby bo nie mam tyle kasy
a marszandzi gupie kutasy
mówią wincent tyś jest dziki
ty se maluj słoneczniki
nie wychodź na ulice
bo jak cie złapią farbą ochlapią
postawią pod ściane masz przejebane
masz tu wincent batonika
namaluj se słonecznika
jak sie trafi jakiś gupi
to ten twój bohomaz kupi
dostaniesz dziesięć franków
nakupisz se kasztanków
jak ja ich kurwa nienawidze
sie chujami całkiem brzydze
omaluje im facjaty
bedzie jeden z drugim łaził parchaty
ucho dałem jednej dziwce
zasadziła je w doniczce
a jak drzewo będzie z niego
to je pomaluje w rzucik
drobny oraz czarno biały
lub w pepitkę albo w dynie
zresztą chuj tam farby mało
będzie niepomalowane stało
BZ
2002
z gryzmołów na papierze
powstało dziwne zwierze
kłębi się i nie patrzy
ja nie wiem co to znaczy
marszczę brwi
skupiam myśl
boję się
chcę stąd iść
dziwne coś pręży kreski
jest czerwony to niebieski
ja nie poddam się bez walki
nóż korkociąg fidrygałki
beret kusza łojotoki
przędza barman chińskie loki
i zaryczał kurwa mać
znowu się zaczynam bać
gdzie uciekać gdzie się schować
Madryt szafa czy alkowa
błądzę wzrokiem po pokoju
frędzel pędzel włos z rosołu
paproch tramwaj praska wiosna
pius czterdziesty czółno z osła
zara zara koło zbyszka
leży sobie gumka myszka
dobra nasza ... jego mać
teraz on się zacznie bać
LSC
2001-12-20
miał na imię Witek
G a
i na węgiel kwitek
G a D
zabłocone buty
G D
i humor do dupy
a D
Ref.
i tak szedł szedł szedł
e H7
...chuj wie gdzie
e H7 D
szedł szedł szedł
e H7
...chuj wie gdzie
D e
(2x)
pił w przydrożnych barach
dzwonił telefonem
wcielał się na pewno
kalfas był mu domem
Ref.
i tak szedł szedł szedł (itd.)
pędził bimber z górki
wiedział co i komu
ale nie miał za złe
strzelał se z kondonów
Ref.
i tak szedł szedł szedł (itd.)
a jak szedł ku słońcu
w kurzu polnej drogi
to się wypierdolił
o swe własne nogi
Ref.
i tak szedł szedł szedł (itd.)
BZ
2001
bałwany z zupiej fali
dziesięć w skali Rosoła
soli dodajcie soli
ledwie słyszalny głos woła
potwory wypełzły na wierzch
setki szklistych par gał
makaronowe macki
wrogo skłębionych ciał
dochodzi do jedenastu
kipiel bulgoce i pluje
nie podchodź bez warzechy
gdy się rosół gotuje
ledwie zanurzysz czubek
rzucą się makarony
krwiożercze marchwie selery
i kurze łapy - cztery
LSC
2002-03-05
bardzo proszę tutaj
kolejeczka
panie na prawo
panowie na lewo
jeb dup ciul
ała ała za co
za jajco gnoju
to jest nowy porządek świata
jasny czysty i święty
wjebiemy wam jak leci
oto jutrzenka wolności wy zasrane chuje
BZ
2002
wchodzę do sklepu jest pusto
ale to zupełnie p u ś c i u t e ń k o
patrzę w niebo gwiazd szukam
przewodniczek łodzi
nie to nie to
bezszelestnie sunę do lady
za ladą stoi eks pedientka
patrzy gdzieś
nie słyszy nie widzi
taka sowa krajobrazowa
a na ladzie leży masło
wielkie posolone masło
wyciągam łapy i kradnę
na żywca po chamsku
jest ciężkie jak byk
waży chyba z dwadzieściaosiemdziesiąt ton
dyszę pod ciężarem zgięty
wychodząc ze sklepu
potykam się i wypierdalam
solone ciulnęłło jebnęło i rozlazło
się
ludzie suną jak po maśle
w skarpetach na łyżwach
na kuniu tyż
zabawa
a w domu wystygła mi kawa
i sczerstw chleb
masła niedoczekał
LSC
2001-11-06
A kiedy przyjdzie po mnie owszem
Zegarmiszcz światła półpurowy
To mu wyjebię z laczka w baniak
A cios mam iście atomowy
Klepka z podłogi i mufa z rury
Tales z Miletu pudło z tektury
Życie tak mija jak gęsia szyja
Kanał plejboja radio maryja
Tu alleluja a tam hosanna
Dama z łasiczką, soból i panna
Tu się wychylę tam się podłożę
czasami fakju czasem broń boże
BZ
2001
jabłko jem
jabłko z pestkami jem i ogonem
przez mgłę idę nie widzę gdzie
pluje pestkami na boki
pod nogi nad siebie
trafiłem w trampolinę
wisiała gdzieś tam
wśród losów marnych
przeciskam się przez tłum
opada mgła
żółte zalewa przestrzeń
to nie azjaty to słońce wylazło wysoko
wyżej niż trampolina i się patrzy
słychać przeżuwanie choć nikt nie rusza szczęką
słychać mlaskanie choć nikt jęzorem nie miele
tu i ówdzie słychać beknięcia
nikt nic nie wie
tylko słońce co najwyżej wylazło wie
sld chujami je
LSC
2001-09-24
miasto jak inne nudne jak wszystkie
na skrzyżowaniu zast. szeryf. z gwizdkiem
dwa woły w rynku pijacy w szynku
w samo południe smętnie paskudnie
zza gór odległych ogólnie z dala
okrągły krzaczek wiatr przypierdala
spokój i cisza wtem kurzu tuman
krzyczą mieszkańcy ktoś jedzie ku nam
zjechali zewsząd rewolwerowcy
copywriterzy bace kaowcy
terkot bębenków szelest papieru
cytat z matriksa dla koneserów
niebo czerwone konie kradzione
wszystko dokładnie popierdolone
latają kule świstają ciule
nie jest bezpiecznie całkiem w ogóle
wjechał w to wszystko generał broni
w ręce ma szyszkę ostrogą dzwoni
przemawia pilnie kaszle sterylnie
pismejker taki chłopak z Kentaki
dostał centralnie w środek makówki
jebnął na glebę zadarł zelówki
ciało zabrali śmiało stąpali
kabaczki z pola zapierdalali
i tak jak przyszli tak też odeszli
z pieśnią na ustach albo bez pieśni
ja też spierdalam pospiesznie kończę
przybili za mną listy gończe
(chuje a niby za co)
BZ 2002
kupiłem bigos w komisie
chociaż wcale nie chciałem
uśmiechał się do mnie z póły
a obok stały grzegrzóły
a komisant nie wiedział
który to mógł być przedział
i odpuścił pukanie
bo mu cisło na sranie
LSC
2001-09-14
kiedy mały był na ciele
bo nie jadał nazbyt wiele
kiedy śmierdział to obrzydle
bo się mydlił w zwykłym mydle
kiedy myślał to się pocił
kiedy mówił to się moczył
kiedy słuchał to z grymasem
lubił bawić się kutasem
patrzył krzywo lewym okiem
prawe mu pitało bokiem
ale niezły był w pisaniu
swych przemyśleń spapierzaniu
gdy brał pióro w łapki swoje
to był groźny jak kałboje
ciął z bekhendu jak Skrzetuski
pisząc nie zakładał bluzki
sączył piwo żarł kiełbase
pisał pisał bekał czasem
nagle stop wszystko skończone
pojął kobietę za żonę
przestał bekać przestał pisać
zaczął nosić kołnierz z lisa
choć to było nie w porządku
wrzód mu powstał na żołądku
potem mu zsiniało dupsko
nie mógł srać więc robił kupsko
popadł w obłęd przestał pić
zszedł pierdolnął - przestał życ
LSC
2000-11-03
kupiłem w sklepie mazdamera
jest żółto żółty, kawał sera
wtopiłem do niego kły z siekaczami
... nic
pogryzłem z lewej **
pogryzłem z prawej **
przełknąłem
chwilę odczekałem ***
mam to w dupie
już go więcej nie kupię
*- należy zastosować wymowną mimikę (mile widziana również bogata gestykulacja wręcz mowa całego ciała) ukazująca brak
przykład:
-„idę, patrzę a tam nic się nie dzieje!?”
**- to samo co * tylko jeszcze dosadniej.
No rusz dupsko i zamachaj łapkami!
***- chyba się kurwa domyślasz?
LSC
2002-10-04
siedzę sobie w aucie słyszę że coś chrupie
rozglądam się wszędzie patrzę a to wdupie
wyszła raz do sklepu sierżantka z reduty
kupiła charmatę schowała dodupy
uciekał raz złodziej strasznie był napruty
nie miał się gdzie schować wlazł do własnej dupy
pożycz mi dwie dychy nie mam na szalupę
nic ci nie pożyczę pocałuj mnie wdupę
dupa jest czymś ważnym ma wielkie uznanie
dupę ma prezydent papież parafianie
dupa to brzmi dupnie trzeba o nią dbać...
zrobiło się późno kładę dupę spać
LSC
2001-10-21
na samym środku siedzi mucha
czarna włochata czyli głucha
wazony do niej podoczepiali
i ci co pili i ci co mali
choć każdy wazon ma jedno ucho
to pusty w środku czyli nie słucho
a na wybrzuchu mają szlaczek
albo radyjko albo maczek
bo nikt im tego nie zabroni
z tatuażami na lewej skroni
i choćby przyszło dwóch konowałów
i każdy znałby dwieście banałów
i każdy miałby jeszcze dwie dychy
to se nie kupią za to zagrychy
nagle plask nagle trzask
flacha w górę wóda w rurę
najpierw szybciutko jak tłoki silnika
w górę i w dół ruszała się grdyka
i doi i ciągnie i bulka i sapie
bo ciecz z rury ciecze i przyjemnie piecze
a ciało od pionu odchyla się znacznie
łeb ciąży myśl ciąży kto to jest ten w komży
bo be ba baaardzo faajnaaeee byyło
aaalle musze juuż iyyyyyyyyeeeeeeeeee
ogóreczki marcheweczki śledzik szynka wołowinka
LSC
2001-10-09
wredne mordy późne pory
to są właśnie zakapiory
prokurator paragrafy
recydywa smród z pod pachy
żrą hałskejze i parówki
kotkom odkręcają główki
mają sznity i klapsznity
strupy parchy i wykwity
śpią bo muszą w tym co mają
później na to wszystko srają
a gdy przyjdzie dzielnicowy
to pitają do alkowy
zakapiory to są maczo
bo codziennie się łajdaczą
plują grinem i yellołem
obmacyją się pod stołem
LSC
2001-11-30
Konserwatyści przyszli na bal
wypili poncz nim zdjęli szal
zadęli w trąby chopy z trąbami
ktoś beknął śledziem marynowanym
A kiedy wyszli to pełno dżdżów
oblazło ich od stóp do głów
a barwy miały jak kalafiory
czikenburbony torreadory
zawiłe kurwa tak
LSC
2002-03-25
twardogłowe liberały
patataje madrygały
gladiatory bigbradery
człowiek z gumy rambo cztery
raz dwa trzy ręka drży
po pilota idziesz ty
zabierz browar i pół owcy
trzeba szamać leci obcy
ten jest głupi ten jest fajny
mózg na ścianie frankensztajny
napierdala terminator
pinda linda prowokator
cztery pięć sześć
trza coś zjeść
dawaj słój
zjemy łój
nie poszłem do lodówki
bo leciały rozkładówki
wjebałem swoje neurony
i chodzę odmóżdżony
siedem osiem dziewięć
kiedyś na coś miałem chęć
ale całkiem mi minęła
rzuciłem ją dla widea
jestem szczęśliwy jak por
powiem bez zbędnych metafor
przewinę się na podglądzie
może owszem lecz nie sądzę
dziesięęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęę
BZ
2001