dwaj panowie trzej






Maniana

jak okiem sięgnąć na dwie wiorsty

śniegu nasuło... idą dwa Horsty

jeden jest Hauptmann a drugi gupi

oba są szwaby nikt ich nie dupi

zimno im w uszy zimno im w ciula

śnieg napierdala zadymka hula

jeden popuścił drugi nie szczymał

zmarzły im dupska jebano zima

biegun minęli nie przystanęli

kupili sanie szerpów najęli

zrobili iglo już mają dach tu

będzie kwatera Arktik Wehrmachtu

walnęli sobie po sznapsie jeszcze

zasnęli w zaspie jak zimne leszcze

zamarzli zdechli i cicho wszędzie

trzeciej światowej wojny nie będzie

pokuj i miłość wesołych świąt

a jak się nie podoba to won

śnieg znowu sypie za oknem biało

też mi się kurwa pisać zachciało

BZ

2001



abo żech

zbadałem się na głupotę

wyszło że jestem gupi

...................................

zbadałem się jeszcze raz

......................................i

............................wyszło

..............że........... jestem

guuuupiiiiiii....................

zbadałem się na mądrość

i wyszło że jestem gupi

zbadałem się na gowe

i wyszło że jestem gupi

zbadałem sobie noge

znowu gupi

ręka gupi

wosy gupi

pukiel gupi

zbadałem sobie stolec

.........i............

gówno wyszło

chyybaa taak całłłkiemm ggupii

to nie żechchch jes!!

...........................

abo żech?

LSC

2002-07-31



A trubadur ten zaś

palec w oko głęboko

albo lepiej do nosa

trochę się pomęczymy

ale dotkniemy se mózgu

tutaj ośrodek bólu

tutaj pijackie śpiewki

na lewo słuch absolutny

na prawo strach przed lataniem

palec zakręca wywija

odsłania mroczne sekrety

nicość pustość omszałość

zakazane mniemania

tutaj proszę wycieczki

skandal i paranoja

takie tam pozazmysłowe

postrzeganie jaboli

tu tablica na ścianie

"niska samoocena "

na czworakach kawałek

proszę nie pękać przejdziemy

tu przy nerwie wzrokowym

czas wolny pół godziny

można kupić pamiątki

zdjęcie z misiem sto złoty

BZ

25 października 2002 18:31:21




austriackie gadanie

maniakalny morderca maniakalny oszczerca

korpulentny radykał jednomyślny werdykał

rozpisują się w prasie mięsożerni tekściarze

bogobojni atleci zniewieściali kucharze

wykąpani w przypływie permanentnych mądrości

na talerzach zostają szkielet ogon i ości

przerysował się wyraz rzeczywistych frazesów

przeflancował się obraz obscenicznych ekscesów

za namową Zoltara rozpruł flaki swej żonie

nabzdryngolił się piwem i poczernił swe skronie

uciekł pieszo na koniu w ręce trzymał muszkieta

strzelał przez lewe ramię ukatrupił Hamleta

stanął wreszcie na polu pełnym znanych poetów

wygolonych na klacie zadufanych estetów

i wygłosił kazanie krótkie nudne przydługie

że tężyzna fizyczna nie jest znana na Kubie

ale tłum go nie słuchał tłum wesołych tetryków

każdy z nich w garści ściskał osiem długich ciulików

w majestacie rozpusty filuterna kobieta

ściera swym nagim biustem rzygowiny Moneta

co się nażarł bigosu w przeddzień swojego zejścia

pierdolony liberał ma na dupę futerał

Zoltar wyszedł z ukrycia zmierzył wzrokiem pół świata

krzyknął „was zapierdolę” w sieni brzękły jabole

pili wszyscy po równo tylko Jurand najwięcej

wrócił właśnie z niewoli tam nie mieli jaboli

tylko piwo z Bawarii i kiełbasę z Chebronu

wredne krzyżackie świnie w pelerynach z nylonu

na tym skończę część pierwszą nie wiem czy będzie druga

młodopolscy mordercy astmatyczni cystersi

LSC
2001-12-01




Chude grubasy

chude grubasy żyją w rozkroku

połowa ciała skryta w półmroku

druga połowa sprytnie obuta

a trzecia smutna, blada i struta

mijają lata latają migi

chude grubasy z Wiatrem w wyścigi

spalają tusze i elementy

i z piskiem opon biorą zakręty

uczą się pilnie przez całe ranki

ze swojej chudej Grubej Czytanki

malują usta, maczają palce

Ledwie się mieszczą w czterdziestu w pralce

rankiem siadają na antresoli

i pokazują gdzie ich co boli

koło południa walą w czynele

a potem mają roboty wiele

malują krowy na nieboskłonie

piłują czoła szlifują skronie

grają w makao piją kakao

jedzą niedużo choć nie za mało

a o zachodzie pijają brynę

ojciec i matka i córka z synem

wzdychając wiatry puszczają czasem

niełatwo jest być chudym grubasem

BZ
2002




ballada o rzadkim stolcu

był las a w lesie dżewa

szumiały troche z lewa

bo tak z natury miały

że w lewo się chylały

i sprawy by nie było

lecz im się podupiło

i od zeszłej soboty

wyją jak oceloty

robią potworny hałas

nie przerwą ni na chwile

pierwsze uciekły dziki

ostatnie krokodyle

leśniczy co miał flinte

chciał powystrzelać dżewa

ale nie umiał trefić

bo miał koklusz i zeza

przyjechał plutonowy

granaty miał u pasa

tak się zaczął szamotać

że urwał se kutasa

wieść doszła już do wójta

ten wpadł na pomysł taki

by las zabetonować

... więc musiał abdykować



nie znalazł tez sposobu

krawiec policjant masarz

nie wymyślił cyrulik

ani marcowy królik

sejm zaczął debatować

głos zabrał poseł miller

mówił fafnoście minut

że przydałby się killer

i powstała ustawa

nim poszła do senatu

killera ktoś zastrzelił

bo nie płacił rabatu

prezydent łebski facet

co żone ma co śpiewa

wygłosił przemówienie

że w dupie ma te dżewa

a potem znów przepraszał

w pierś bił się kończynami

i uciekł do kalisza

grać w porno z grubasami

LSC

2001-10-17



Przytulanka

Miś kuleczka idzie lasem

Wymachuje swym kutasem

I tak misio sobie liczy

(Kurwa) jak tu pięknie jest w tej dziczy

chodzi, myśli nie narzeka

Gdzie posrana jest ta rzeka

Jak mu pękła w dupie żyłka

Miś potoczył się jak piłka

Wyhamował w jarzębinie

Masakrując dzikie świnie

Broczy z dupy i z fujary

Jaja ma lecz nie do pary

Urwał oba zatkał dziurki

Później se założy kurki

OdM

BZ

LSC

2001



boja jestem

sklejam klejem metafory

rzeźbie wągry mocze nory

z tyłu dym wypuszczam krótki

kręcę korki strzygę łódki

wieszam rozmemłane gruszki

ścielę chrząszcze i podnóżki

a na deser brnę po pachy

wyciumkane patałachy

bo ja jestem orfeuszem

puszczam wiatry kiedy muszę

rano majtki piorę w cieniu

żeby było w okamgnieniu

mam standardy na winylu

i pończochy po cywilu

śmiechem mogę zabić sowę

przylaszczkami zdobię głowę

nie zasypiam pod krawatem

lubię rzygać majestatem

bo ja jestem orfeuszem

piszę wiersze bo nie muszę

LSC

2001-10-24



Dwie rury jak miłość i nienawiść jak Flip i Flap

jak dwie połówki tego samego trochę sflaczałego arbuza

na straganie gdy pełno much w słoneczny duszny dzień

Moja dwururka to moja córka

i kocham ją jak syna

Choć kopie jak koń i boli od niej dłoń

to moja jest moja jedyna

Nie schowasz się w krzaki przestrzelę ci flaki

Podziurawię ryja

nie schowasz się w szafie i tak kurwa trafię

choć mocno odbija

Sypnę śrutu do rury wyceluję do góry

Słońce kurwa zgaszę

Żołnierzy gliniarzy i kogo się zdarzy

w trzy dupy nastraszę

BZ

2001



Braki w zaopatrzeniu stają na drodze rozwoju

Idę chodnikiem

ludzi spotykam różnych

jedni tam jacyś są

drudzy całkiem w ogóle jakby inni

lezą niby gdzieś.

Ja w to nie wierzę

ale przyzna się który?

idą w zaparte.

Po gowach się drapią

albo po nogach

jeżdżą tymi pazurami

z góry na dół

z dołu do góry

płaty skóry lecą

syf się robi

a łone nic

jedne na prawo

inne za nimi

szybciej

wolniej

jeszcze wolniej

taki jeden stanął nawet

chwilę postał

jakby drogę zgubił

bo rozglądał się w koło

machną ręką raz drugi

drugą nie zamachał bo jej nie miał

i wydupił się

pół chodnika ciulas zajął

A w sklepach to nawet jaboli zabrakło

Wykupili kurwa...

Wszystkie.


LSC
2002-10-04



GDYBYM CIJA


Gdybym ja miał kurdyban

Tobym ja był wielki pan

Jeździłbym samopas

Samotrzeć dwakroć po raz

Paliłbym wsie jak marlboro

Spaliłbym ich wcale sporo

A o bladym świtaniu

Kiedy czaple w sitowiu

Kaczą gdaczą indyczą

We włosy w kłosy we wrzosy

Nurka rurka armaturka

A wtem co to stać hołoto

Biegną dziki z ameryki

W rękę nagan kasza w sagan

Kontusz, kutas, żupan, z buta

Świnskie udo i pucharek

Okowita i zegarek

Kurant i węgrzyna dzban

Gdybym ja miał kurdyban

BZ

2001



byt kształtuje nieświadomość



jest czarna jak dziura

jest zimna gorąca

kocha się w księżycu

nienawidzi słońca

gdy zmierzcha przychodzi

ze świtem ucieka

dąsa się i chmurzy

czaruje urzeka

ma pałac w zaświatach

lata juefo

wita się z gwiazdami

i chodzi do zoo

codziennie umiera

by się znów narodzić

czy jarzysz już ciulu

o co tutaj chodzi?

LSC

2002-10-11



Jedzoki


hej tam kaś na hali

pasom sie jedzoki

hej jedyn jest niski

a drugi wysoki

hej jedzom ściow i rute

jedzom rabarbary

hej tyn jedyn młody

a tyn drugi stary

hej majom wielkie rogi

i kudłate nogi

hej flaszke orenżady

i łogromne zady

hej jak se we dwa siednom

na chałupe jednom

hej to nic nie zostanie

ino tańcowanie

hej syćko rozpierdolom

jak im sie zachcieje

hej dojze mi dziewcyno

puki świot istnieje

BZ

2001




Cysorz to mo klawe picie


drogą ścieżką polem

biegnę pędzę lecę

skacze przez parkany

psom kopię do dupy

sadzawka bajoro

kombajn traktor krowa

kury kaczki indor

dzieci ikarusy

omijam przewracam...

mam powód

to czas

upływa tak wolno

tak szybko

bezlitośnie rytmicznie

co robić co robić

więc biegnę pędzę lecę

po schodach

po moście

zygzakiem

jeszcze trochę

kilometr

ulica za rogiem

drzwi klamka

niepewność

zdążyłem! otwarteee!!

jabcoki mi dajcie

jabcoki

na kartę

LSC

2001-10-30



karamba


Kluczyć kluczem

Walić wałkiem

Tuczyć tuczem

Scalać całkiem

Latać lotem

Pocić potem

Chcę od jutra

Kamasutra

BZ

29 września 2001 12:24:04



jankiel kontra basista


liście z drzew bełkot mew

wiatru dmuch larwy much

buty nóg krętość dróg

wody kopa baba chłopa

w zadumaniu i przeczuciu

człapał ścieżką książę Mieszko

bardzo go bolały nerki

szukał więc prastarej derki

która żyła w mateczniku

dwiesta miała na liczniku

marny los z wieprza sos

potu łyk stary pryk

szyby brzęk poseł pęk

tatarak tata rak

w pantofelkach z koźlej skórki

zbiegał Marlon Brando z górki

incognito pomalutku

dwa kolczyki miał na sutku

a w portfelu obok zdjęcia

trzyma jądra swego zięcia

któż mnie o to wszystko pyta?

nikt ja jestem troglodyta

LSC

2001-11-08



krwawa łaźnia na Rymerze


pobili się dwaj opoje

a każdy walczył o swoje

wyciągli z nienacka giwery

a każdy co najmniej cztery

potem granaty haubice

chuj trafił całą ulicę

rakiety żółte berety

mordują dzieci kobiety

zamieszki przybrały na sile

wezwano posiłki z Chile

przyjechał Kofi Annan

wsadzili mu w dupę banan

a saper z oenzet

zginął pisząc MIN NIET

konflikt się eskaluje

przyjechał producent z Nairobi

Dżon Łu film o tym zrobi

BZ

2001



gupieloki


miałem dziwny sen o ryju

akcja działa się w antryju

kurczuś jeździł na mopliku

świńskie zadki na patyku

władca much miarowym krokiem

sunie z kuchni łypiąc okiem

małpy bredzą o żymlokach

wernychora grzebie w lokach

właśnie znalazł rozwiązanie

co zjeść dzisiaj na śniadanie

już wywęszył coś w pianinie

i wyciągnął ryjskie świnie

LSC

2002-10-22



O Rychu


Serce miał całe z blachy

A uszy jak u słowika

a rymy chował pod szafę

a nuty trzymał w słoikach

a kiedy popił to rzygał

lecz zawsze przez lewe ramie

obrzygał kiedyś biskupa

a potem kopnął mu w sranie

BZ

LSC

2001



gabaryty starej pity


z czuciem zastukał w przedział

lecz nie otworzył się mu

niezrażony nie ponowił

zalał się łzami rozkoszy

wpełzły mu do kaloszy

LSC

2001-09-14



Monachomachia


paulin trzepał kapucyna

a kapucyn bernardyna

z tej historii dźwięczny morał

jest jak gregoriański chorał:

kto nie uszanuje mnicha

temu wkrótce spuchnie micha

bo choć biedny on i bosy

ma w rękawach wielkie kosy

a w nogawkach dwa nunczaka

pod kapucą zaś kałacha

BZ

2001



Filo Zofia


były wertepy teraz jest równo

zjadłem kanapkę zrobiłem gówno

w nocy jest ciemno a za dnia jasno

w szaletach śmierdzi w tramwaju ciasno

w korycie woda albo pomyje

raz nagie ciała raz świńskie ryje

w kasie jest szmalec w garnku jest smalec

w karafce wódka w sądzie powódka

czarne jest białe białe zielone

wszystko jest kurwa popierdolone

LSC

2001-11-08



Biedroneczka


Była sobie raz biedronka

Co leciała wprost do słonka

Całe ciało ogrzać chciała

Więc do słonka wprost leciała

Już swe piegi złate miała...

A ta dupa wiąż leciała

Czerwień swą na czerń zmieniła

A kropeczki roztopiła

Potem skrzydła jej odpadły

I policzki ciut pobladły(?)

Wszystkie łapki się spaliły

No a czułki się zwęgliły

Już w środku była hrupka

Serce, nerka oraz dupka...

Było prawie po biedronce

Gdy ujżała wielkie słońce




Ale bydle to wytrwało

I do słonka doleciało

OdM.

2001



Dzika kura


Dzika kura to jest zwierze

które żyje na papierze

jest w kolorze na bosaka

nosi futro zamiast fraka

gdacze owszem lecz inaczej

półtonami chyba raczej

albo jakoś tak falsetem

jeb ciul dup

czy coś w ten deseń

oczy ma lecz nie korzysta

każda noc i tak jest mglista

za to uszy ma w kropeczki

maluteńkie jak cipeczki

nóg ma chyba z sześć lub cztery

z pazurami jak siekiery

i gdy szuka se robala

wszystko w koło rozpierdala

ma tez dupkę jak to kura

w dupce otwór czyli dziura

a gdy zajrzysz do tej dziury

to zobaczysz gówno kury

ptak ów dziób ma całkiem duży

dziobem pije ciecz z kałuży

dziobem dziobie mrówki glizdy

świńskie zadki chuje pizdy


jest postacią doskonałą

ten intelekt i to ciało...

Dzika kura jest to zwierze

które żyje na papierze

LSC

2000-10-29



Chwila zwątpienia


Hilda dzisiaj jest w humorze

Mała myszka śpi w komorze

Ja za chwilę drzwi otworzę

I już nikt mi nie pomoże

Łeb swój ścisnę tak jak orzech

Pieknie, szybko, krwi nie będzie....może.

ZP

18 sty 2001



siedząc pisząc


z boku wykopałem dół

wstawiłem do niego stół

na stole były bułki

i smalec z lewej półki

taboret też przyniosłem

i noże i widelce

w przecudnej salaterce

były cielaki z osłem

całe zresztą zabite

lecz niedokładnie umyte

miały tuszę jak trzeba

oczy wzniesione do nieba

usiadłem przy potrawce

wziąłem dwa sztućce w łapy

łyk wina (bo lepiej trawię)

zacząłem od oślej szłapy

długa na łokieć była

a skórka na niej rumiana

śmierdziała skarpetami

jak wykwintne salami

u drzwi zadźwięczał dzwonek

kogo licho nadało

patrzę oczom nie wierząc

a człowiek siedząc leżąc

włożyłem go do worka

by mu wygodniej było

przepraszał i dziękował

zdębiał i zastepował

rozwarłem drzwi niech widzą

ludzie co się rozbiegli

kiwają się i szydzą

strzeliłem to polegli

wróciłem do wyżerki

łyk wina potem drugi

zerkałem pijąc jedząc

a człowiek srając siedząc

mogłem napisać donos

mogłem nabazgrać fraszkę

mogłem stworzyć poemat

albo obalić flaszkę

a ja celowo świadomie

jak niegdysiejszy esteta

stworzyłem pisząc siedząc

bo wielki ze mnie poeta

LSC

2001-11-02



Małe tajsony

Gadają o mnie rzeczy plugawe

Żem jest dziedzicznie obciążony

Bo w sytuacji zagrożenia

Wypuszczam z dupy małe tajsony

Czemuż wam głupcy humor tak psuje

Że gdy kto na mnie mocno nastaje

I z buta w nery, i w morde daje

To go dopadną te małe chuje

BZ

2001



czerwony Alf


odwrotnie spocony

przyczajony z góry

Alfred nie zapomniał

i wyszedł ze skóry

otarł pot rękawem

z hebanowych klepek

moczył chleb w likierze

dziury chował w serze

klopsy robił nocą

żeby nikt nie widział

kiedy był przy władzy

dostał na to przydział

ale ich nie zjadał

robił z nich altówki

smarował towotem

i już miał parówki

szeptał do sąsiadki

że jest ogóraskiem

chciał zrobić mizerię

uciął sobie gnata

lecz zamiast mizerii

to mu wyszedł tatar

ale jakiś mały

i trochę wąsaty

ustrzelił go z procy

i zamarynował

przyjdzie sroga zima

to zje skurwysyna

miał Alfred kolegę

nazywał się Zbyszek

wpadł kiedyś na wódkę

i mu stłukł kieliszek

czerwony zpurpurzał

gnoja ukatrupił

zgwałcił poćwiartował

upiekł i wydupił

a potem żałował

i tłukł pięścią w pałę

„ale byłem głupi”

przecież zjeść go miałem

zasadził w donicy

bretońską fasolę

podlewał miksturą

w niedzielę i wtorek

urosło mu drzewo

obrodziło latoś

ale nie fasolą

tylko „Naszą szkapą”

poznał raz dziewczynę

z Żelazowej Woli

zwierzył się biedaczek

że go prącie boli

chciała go pocieszyć

by mu raźniej było

więc rzekła kobita

„a mnie boli pita”

chyba będę kończył

i postawię kropę

stoi za mną Alfred

i mnie w dupę kopie.

LSC

2001-12-03



Tyle szadzi w całym mieście


Tam spójrz - jest biały, i rośnie, i płot

niby ocieplany korzuchem puszystym

zimno, mróz a świat taki

przejrzysty

nie mglisty

czysty

Stąpaj cichutko- skrzyp, skrzyp, skrzyp

Jest noc

ciemno, jest jasno

Jest noc, w klatce zamknięty - za ciasno

Jest noc, lecz IDĘ;

idz!

do butow nogi wsadź!

Mróz,

ten zapach - śnieg?

nie, to szadź.

Sopel w nosie, w uchu wosk

Okradniemy w drodze kiosk

Bryła lodu zbije szybę

w sklepie gdzie trzymają rybę

Wielką niby z Indii słoń

Potem trąbka - Sygnał! Hej, na koń!

Pojedziemy przez noc mroźną

(ważne byś miał minę groźną)

Napędzimy tym kutasom stracha

(pewnie siedzą i słuchają Bacha)

Będzie krzyk, będzie gwałt!

Nie wiem zresztą czy coś będzie:

mróz, zimno, śnieżne zaspy wszędzie...

Dalej, kurwa, co ty? Peniasz?

Hej, ruszamy i to zaraz!

Mróz i noc po naszej stronie

Tamci, melomani, zapomnieli o obronie

Osiwieją im ze strachu skronie

Gdy ich zbudzą nasze wściekle rżące konie

A gdy ujrzą nas, w półmroku

Mięśnie sztywne, nie postawią ani kroku

Zostawimy ich zesranych i śmierdzących.

Niby to niechcący

podpalimy im chałupę.

Jeszcze tylko pozdrowienie:

CHUJ WAM W DUPĘ!

ZP

18 sty 2001



matecznik wszelkiego karaoke


la lla laaaa

la la la lala la la la

spidi gonzales

ty taka kurwa twoja mać

sam jesteś jak ten w dupie palec

i kokainę musisz brać

ty umiesz pacierz umiesz macierz

ty możesz być kimkolwiek chcesz

a zamiast tego robisz w gacie

od wewnątrz i na zewnątrz też

ty zamiatst mózgu masz burito

tchórzliwy jesteś tak jak śledź

więc może byś się odpierdolił

hen na daleką północ gdzieś

BZ

2002



Gal Anonim jak sama nazwa wskazuje

miał cztery siostry i tyle samo sześciu braci

czyli razem było ich troje

ale mniejsza połowa poszła na wojnę

i zostało ich już tylko pięcioro

więc zaczęli szukać czwartego do brydża

ale nie znaleźli więc nakręcili

poszukiwany poszukiwana

ale im tego nie puścili

bo nie mieli na czym



pracuje ciężko na budowie

noszę ciężkie cegły

i bardzo ciężkie worki

z takim białym czymś

i muszę też do takiej co się kręci

sypać piach bardzo ciężkie to też jest

albo dołki kopie pot się leje

ciężko jest ciężko

abo ciężko też jest jak takie beki nosimy

bo ciężkie są sakramencko

ale ino na początku

bo jak już całe piwo z nich wyżłopiemy

to są całkiem letkie

a ten ciężar to chyba na nas przechodzi

bo się tak ciężko robi że się nie da

i nie robimy i tak do soboty

bo w niedzielę już tych bek nie trza nosić

bo w barze to do kufli leją od razu.

LSC

2002-10-07



BabA


Przyszła baba do lekarza

Dał jej lekarz kawał schaba

A że schab był ciut zepsuty

Nakopała mu do dupy

Poszła baba więc do czarta

No bo była tego warta

Warta, odra inna rzeka

No i baba nie narzeka

Dobrze było tej babinie

Choć nie tak jak w ciemnym kinie

Czarcia nora nienajgorsza

Grunt to forsa, forsa, forsa...

Zarobiła baba kasę

Już nie braknie jej na kaszę

Kasza, ryż czy inna zupa

Niech nam żyje damska DUPA.

OdM

2001



jesenność


siedzę w domu mam kolano nieskuteczne

siedzę w domu piszę wiersze niedorzeczne

senna jestem pióro śpiący ślad zostawia

proszę muzę niech mnie samej nie zostawia

smutna jesień za mym oknem przystanęła

nie pomaga w dokończeniu mego dzieła

nie ma deszczu ani nawet wiatr nie dmucha

o tej porze nie nawiedzi mnie brzęcząca wściekle mucha

piję kawę chcę ożywić moje otępiałe ciało

pije kawę ale płynu jakby ciągle było mało

moje łóżko prześcieradło kołdra i poduszka

nikt na świecie nie ma tak fantastycznego łóżka

rzucam pióro i wskakuje w miękkie fałdy mej pościeli

jestem w niebie niech mnie kurwa nikt nie budzi do niedzieli

LSC

2001-11-21



Domniemania wieczorne


Głowę mam dupną jak bania

a w głowie różne mniemania:

że wszelkie tańce są głupie,

że zbędne są włosy na dupie,

że gorzej jest nie spać niż spać,

że kurwa, że nędza, że mać

że fakju no i że jeszcze

z grubej leszczyny są leszcze

że owszem bo czemu nie

że dobrze to lepiej niż źle

że zgrzebło i że imadło

że trąba, rzyć i jebadło

...

...

Jak nic do roboty nie mam

to siedze i se mniemam

a jak sie trafi robota

spierdalam jak Gołota

BZ

2001



kalafiory pomidory


zasadziłem ziarko i polałem z wiadra

pacze czy nie rośnie...

ale nie nie rośnie

leje drugi raz

żeby się napiło

żech myślał że wzejdzie

a one mi zgniło


LSC

2001-09-21




bajeczki pana parmezana


za siódmą górą

za ósmą rzeką

za szybą pancerną jak czterej

żył książę Szajba

ze swoim dworem

uczty wydawał co wtorek

kmieciów nie lubił

bo byli chuje

szpicrutą bijał ich czasem

stawał na blankach

czesał se grzywe

i zapierdalał coś basem

miał wodorosty

miał kołowroty

miał sto wyciorów do fajki

nie miał aliści

dębowych liści

i to jest koniec tej bajki

BZ

2002



kiedy moczą się skarpety


walczę z zapachem z pod pachy

perswazją

groźbą

błaganiem

obwijam pachę stara firaną

wyrywam włosy

turlam pod górę

strzępię na strzępy

związuje sznurem

piszę donosy do trybunału

głaskam

przypalam

staram się staram

a pacha dalej jak gdyby nic

rozsiewa woń że jest mi wstyd

i nagle naszła mnie wielka myśl

do sklepu hop a w sklepie ścisk

wytrwale czekam na swoją kolej

przy ladzie mówię „dej pani łolej”

pędem do domu po cztery schody

gaz płomień olej i norza błysk

odcinam pache ale był pisk

a potem smażę przez pół godziny

zapach przecudny kosodrzewiny

jeszcze popieprzę jeszcze posolę

potem no cóż...

pachę wpierdolę

płęty nie będzie bo po co ona

i tak by była popierdolona

LSC

2001-10-26




Odbicia i obroty


przecisłem sie koło szafy

ledwie

niechcący

bom chcacy nigdy

za bardzo nie był

a ona mnie drzwiami

na oścież

nicą

niczym

haubicą

jakby sto lamp w oczy

na gle

BZ

2001



kordyliery kordyliery

niby dwa a jednak cztery



skropiłem twarz tanim winem

krople ściekają po czole po nosie

chwilę wiszą na koniuszku

i nagle hop szybują ułamek

i nikną w podkoszulku

taka bezmyślna samozagłada!

bez odpowiedzialności za świat!

a tu cza orać! siać!

a one!?

chuje solone


LSC

2001-10-22



pan Cukinia


oto pan Cukinia.

co rano odprawia swoje smutki krótkim ``spierdalać``

a one trwożliwie pierzchają

w poszukiwaniu innej ofiary

swoje grzechy przechowuje

starannie posegregowane

bo- mówi- nie wiadomo kiedy mogą się przydać

pan Cukinia dawno stracił kontakt z rzeczywistoscią



nie tęsknią za sobą

BZ

2002



kura jajco i wogule genś kaczka


spada deszcz leci wiatr

zimno je mokro te

a na dach wylaz kot

ześliz się no i spot

idzie chop widzi kot

myśli se albo nie

szed też bab ale zsłab

no bo kot ten co spot

jedzie auto wąska droga

przejechało kotu noga

a że miało dobre serce

przejechało też po nerce

idzie ktoś paczy nera

ale wielo jak patera

schylił się i jom biere

bedzie mioł na niedziele

biegnie pies nosem wonio

odgryz zad bedzie jad

idom ludzie ze fabryki

wzieni kota na szczewiki

tu źrenice tam siekacze

oko serce ślad po nerce

koty głupie są jak buty

kotą strasznie śmierdzi z dupy

mają kłaki i pazury

wdupią się do każdej dziury

są ciulate i posrane

okurwiałe pojebane

LSC

2000-11-07



pierdolone kontinuum


kto z nas kiedyś w swoim czasie

nie grywał na katabasie

albo chociaż trzecich skrzypiec

czy to moskwa czy to lipiec

proszę wsiadać odjeżdżamy

będzie huśtać jak sto chujów

mandragora z ekslibrisem

przykryć nogi srebrnym lisem

czy to gwiazda czy niemowa

świeci jakby nie od rzeczy

ale cicho bez rozgłosu

no bo jeszcze ktoś się dowie

zastępuje sobą siebie

dziurę wyjebała w niebie

przedział za przedziałem

za przedziałem przedział

a za tym przedziałem

stoi ten co przedtem siedział

dłubie palcem w nosie

strasznie się napręża

zagrałby w pornosie

ale już ma męża

krótko mówił lecz treściwie

sens przemowy topił w piwie

ugryzł kromę razowego

wpadł na chwilę do niczego

pod atomem, pod helowym

baba szarpie się z gajowym

jak mu urwie nogi obie

na ścianie powiesi sobie

hej przeleciał proton

urwał babie głowę on

BZ

2002-10-26



Na chuja 2


Chujową miał dupę

I nogi chujowe

I ciula z prawdziwej kości chujowej

Kutasa którym chujowo kręcił

Wszystko chujowe oprócz poręczy

Zaprosił kolegów chujów na karty na w pół do czwarty

Przychodzą wołają chuj z tobą kolego

Nikt nie odpowiada

Nie ma chujowego

ochujał, i wyszedł

LSC

2000-09-30



połykacze bereł


masońskim znakiem agfą kodakiem

przyzywam was mary obrzydłe

dajcie mi popić dajcie zapalić

w morde komuś przywalić

płaczcie na wietrze wyjcie na dworze

ja się na chwilę położę w łoże

jebnijcie zdrowo w kość ogonową

tych co mi życzą chujowo

gusła uczyńmy duchów wołajmy

spalmy se blanta w wychodku

bo najważniejsze mój przyjacielu

co kogo jebie tam w środku

BZ

2002



nie jest łatwo wymyślić dobry tytuł

taki żeby był mądry a może nawet nie głupi

i taki przemyślany

taki że niby na pierwszy rzut

nic nie znaczy

a tam głębia taka

myśl jak kryształ

dno widać


miałem wory w worach wióry

myślisz że się kapnął który

albo dyszle i żylaki

przerabiane na kołpaki

barbarzyńca z mordą posła

miał sprzedawać u mnie wiosła

już minęła jesień zima

i gdzie szukać skurwysyna

w szafce miałem klucz do wc

tam trzymałem swe onuce

potem je w guliku prałem

nim suszyłem wyżymałem

ze dwa razy na pół roku

coś mnie strasznie żgało w boku

myślę sobie mam to dupie

teraz w kiszce mnie coś łupie

ciężkie życie jest poety

niby hamlet i makbety

ale kurwa tak naprawdę

w żici mają go notable

bo na sztuce się nie znają

po dwóch setach już rzygają

uwielbiają grzebać w PIT-ach

marzą chuje o zaszczytach

LSC

2002-10-06



poranne binladeny


budzą mnie rankiem binladeny

całe w talibach i czarczafach

noszą rakiety ziemia-ziemia

kozy trzymają w moich szafach

spiskują pilnie za kuchenką

skryci w swych bunkrach i turbanach

i nici intryg jak z barchana

plotą raz grubo a raz cienko

kwatera główna jest w lodówce

a gdybym chciał do kibla nocą

na drodze mej pancerne hufce

gąsienicami załomocą

na niebosiężnych kandaharach

w pawlaczu, gaciach, brudnych garach

tu palą opium a tam haszysz

się sztachniesz to się nie wystraszysz

każdy binladen ma sto słoików

a w tych słoikach tysiąc wąglików

już nie mam siły i wszystko na nic

martyrologia ma nie ma granic

ja bardzo proszę pana busza

niechaj na wojnę z dziadami rusza

zielone na nich puści berety

wieprzowe na nich zrzuci kotlety

BZ

2001




nogawice


kaj są moje kurwa gacie

szukam ich po całej chacie

nie ma w kuchni ni w spiżarce

w kominiarce sanitarce

szukam w mydle i powidle

w prawym skrzydle w lewym skrzydle

już komodę chcę przesuwać

już pierogi chcę rozpruwać

nagle zerkam pod kanapę

patrzę batki pręgowate

całkiem dobre i dziurawe

chyba zetrę nimi kawę

ale zaraz gdzie galoty

może je wdupiły koty

albo jakaś czarownica

je ukradła dla kmicica

szukam tydzień

dwa tygodnie

schudłem tak że lecą spodnie

schudłem tak że lecą...

chyba mózg mam coś w nieładzie

przecież noszę je na zadzie


LSC

2001-10-30



Potrącony przez kometę


wstrząśnięty lecz nie zmieszany

co mu strzeliło do głowy

wielokroć w dupę kopany

czerstwy chrupki razowy

w obłoku dymu z cygara

w nastroju lekko chujowym

w ręce ma błotnik od stara

na głowie rogi od krowy

w kieszeni kostki brukowe

w zanadrzu dwie niespodzianki

w butach gazy bojowe

okładkę z pierwszej czytanki

pokutę chamstwo i chryje

w torbie po pomidorach

składane dziadowskie kije

chowa w przepastnych porach

czas się zakręca wkoło

on wali prosto z butelki

cieniem się kładzie na czoło

tupecik jego niewielki

BZ

2002


Palec w dupie


Idzie chłop lecz coś mu chlupie

włożył palec gmera w dupie

maca w górze nic nie czuje

zjeżdża na duł a to chuje

klajster wlali mi do dupy

żebym nie mógł zrobić kupy

LSC

2001-10-17



Północne skrzydło oddział agresywnych


Jiiaaaa

Ciieęę



ku u ku kurwa w pysk

krew

w

okół

śmigłowiec sokół

śmigłowiec apacz

urwałem chlapacz

kto zacz

pro zak

.

.

.

.

.

znowu nie tak

BZ

2001



pancernik poziomkin


marynarzem chciałbym zostać

to jest bardzo piękna postać

może chodzić w podkoszulku

i muszelki mieć na sznurku

ma czternaście żółtych spodni

sika kiedy wiatr jest wschodni

masturbuje się publicznie

a wypróżnia spontaniczne

jest niewielki w sumie mały

lubi mieć podbite gały

ordynarnie się wyraża

ma na klacie tatuaża

powiem prawdę choć bez żalu

wszystko robi to dla szmalu

bo jest snobem i gówniarzem

... nie chcę być już marynarzem

LSC

2001-10-24



Prawo dżungli


wyrosła mi huba na dupie

niespodziewanie w nocy

chyba już jestem stary

żeby nie rzec zmurszały

trochę się niewygodnie

siedzi z hubą na dupie

pójdę do ogrodniczego

herbicydów nakupię

wieczorem grzyba podtruję

potem z lekka przypalę

rano wstanę radosny

smalcu gęsiego przyłożę

śladu po niej nie będzie

chyba owszem być może

myśli głupia że będzie

jeździć na mnie na gapę

prędzej świnie polecą

kluczem na wyspy szczęśliwe

ni chuja!

huba pierdolona

teraz będzie ostro

albo ja albo ona

BZ

2002



Piszta piszta a daleko zajdzieta


na przełaj przez tataraki

ciągną dziobate szczupaki

mordercze koślawe kury

odbyty i czerstwe buły

mają ze sobą kosy

przydawki i bigosy

kulawe węże boa

i denka od jabola

chcą napaść na morszczyny

rozkopać im pierzyny

dać bobu nawarzyć piwo

i zeżreć im pieczywo

morszczyny to bogacze

co mają puklate klacze

szczewiki z erefenu

a kawior mają w menu

i są już fejs to fejs

tu błyśnie nóż tam pejs

gdzieś flak upadnie blisko

oj kurwa będzie ślisko

i leją się ciulają

łomocą napierdalają

drą pasy skręcają karki

raz z misia mu raz z bańki

i walka by jeszcze trwała

pewnie ze dwie godziny

ale autor ochujał


LSC

2002-10-13



salceson Boryny


czyżbym był popierdolony

wszędzie widzę salcesony

na zapiecku i na gumnie

w bucie w studni w dupie u mnie

na podwórzu i w piwnicy

w szopie w szkole i w kaplicy

w jezioraku w tataraku

i w masarni i w tartaku

na księżycu na plutonie

na smętarzu poligonie

na powierzchni i pod spodem

i w przeręblu i pod lodem

w stogu siana w belach słomy

w maszynie co wali domy

w czterech jeźdźcach w trzech koronach

w laciach kapach telefonach

na dzwonnicy na mównicy

w okolicy na stolnicy

na wieszaku na trzepaku

w oziminie i w rzepaku

w domu w polu na wsi w mieście

w farszu w marszu w majtach w cieście

w rusznikarni i w palmiarni

w kibucu w pomarańczarni

w zachęcie i na zakręcie

w poczekalni w parlamencie

i tak mi się dwoi troi

trochę mnie to niepokoi

BZ

2002



pluralista


gdzieś w oddali za rzeką

czyli nie tak daleko

jest kolonia abderytów

filistrów i troglodytów

to szubrawe wilkołaki

gnidy ścierwa i dziwaki

kutafony mordochleje

nekrofile i złodzieje

są okrutni i bezwzględni

małomówni i bezzębni

obrzydliwie obesrani

zaropiali obrzygani

ale ja ich lubię bardzo

chociaż inni nimi gardzą

unikają jak zarazy

a ja wdupczam z nimi zrazy

lubię wszystkich i z osobna

piję z nimi bełty do dna

kocham ich śmierdzące nory

bo czytają me utwory

LSC

2001-11-30



Sekretna komnata pana Toranagi


na cztery skaczemy

ale ja się boję

tu nie jest wysoko

najwyżej kwadrans

poszło łatwo

już nie wróci

oni w drzwi

a my daleko jak niemogę

tu nie wejdą

a my nie wyjdziemy

ładną komnatę ma pan Toranaga

szkoda że bez klimy

chuj tam

i tak nie wychodzimy

BZ

2002




poemat warcholski


latynosi mohikanie kosmonauci utymianie

wraz mężczyźni i kobiety dzieci kapcie i berety

wstańcie wszyscy w imię celu

ten ukryty jest na helu

mężni ciałem słabi duchem

co pijecie berbeluchę

weźcie w łapy co podleci

taborety wiersze kmieci

uformujcie szyk bojowy

bo cel szczytny wzywa was

ramię w ramię dupa w dupę

kto nie pójdzie będzie trupem

a kto pójdzie trupem już

z gardeł waszych pieśń wychodzi

wyją wszyscy głównie młodzi

już zdobyli dwa browary

opróżnili wszystkie gary

słabsi duchem legli trupem

mężni ciałem wyszli całem

i krzyknęli w górę kosy

teraz kurwa na polmosy

LSC

2002-07-01



Śmietana z


przyleciały chłopy z innej galaktyki

szlauch wyciągły solidny

z gumy albo i nie

leją tłustą śmietanę w okna drzwi do garażu

a ludzkość nie ma pojęcia

co się właściwie dzieje

że tak wiekopomne zdarzenie

w nocy pod samym bokiem

prezydent wygłosił orędzie

krótkie:

‘jakoś to będzie’

wsiadł do air force one

ludzki pan

a tymczasem śmietana

wypchła okiennice

zapierdala ulicą

przewraca ludzi konie latarnie

nadjechał brudny harry

wyciągnął wielkiego kolta

zalało mu sandały

stoi posrany cały

mnisi z klasztoru szaolin

smarują twarze sadzą

myślą że coś poradzą

śmietanę to równo wali

sięga drugiego piętra

zalała spodek i rondo

ratusz i sukiennice

a takie dobro od niej bije

że świat się w oczach zmienia

pijacy rzucają jabole

politycy pierdolą mądrze

wszystko jest jakieś z grubsza

nikt się specjalnie nie sępi

uniwersalna życzliwość

płynie na falach śmietany

kosmitów gdzieś wjebało

taka ich misja tajemna

szerzyć śmietanę w kosmosie

życie rozumne wspierać

w dążeniu do absolutu

i nie dać się chycić pokroić

wpierdolić do formaliny

BZ

2002



powrót do przeszłości


znikają liście za mym oknem

na szybie liczę wielkie krople

z komina dym leniwie leci

jesienne słońce smutno świeci

wełniana kurtka może szal

smętnie wokoło lata żal

do sklepu idę chyba tędy

pod monopolem jakieś mendy

wszyscy markotni oni weseli

ponoć koczują tu od niedzieli

im nie przeszkadza żadna pogoda

kiedy pod ręką ognista woda...

kupiłem flaszkę co tam dwie dychy

ze trzy ogórki tak dla zagrychy

i ciepło ciepło na twarzy banan

to lato mi się z butelki kłania.

LSC

2002-10-08



tomachawk


kiedy przyjdą podpalić dom

ten który kochasz: amerykę

kiedy rzucą przed siebie brom

kiedy runą żeliwnym nocnikiem

ty stań u drzwi

M T V

BZ

2001



Satyra na leniwe baby


flaki parówkowa wielkie tłuste schaby

kto jest konsumentem to leniwe baby

moczą mordy w piwie zadem łamią sztaby

o kim znowu mowa to leniwe baby

mają kilka zalet ale same wady

dochtory znachory to leniwe baby

mężów mają, żony, maja jazdy prawo

to na ciebie piszę ty leniwa babo

są jak dziura w moście albo dziura w dupie

nie tylko leniwe nade wszystko gupie

łyse czarne rude świdrate araby

każdy z nas ma w sobie coś z leniwej baby

LSC

2002-07-24



Uczta Żanuarii


Pan Leoncio na dziedzińcu strzela z bata do murzynów

poryczała się Isaura w biały obrus głośno smarka

brat Alfonso wkrótce będzie prowincjałem kapucynów

w kuchni żre coś Żanuaria monstrualna kucharka


Sytuacja się robi skomplikowana wielce

bo właśnie Żanuaria zjadła Kielce


pan Alvaro się porzygał pewnie zeżarł coś trefnego

pan Ernesto wpadł do studni zorro zgwałcił pielęgniarkę

lokaj ma złamane serce a obojczyk don Diego

Żanuaria poszła w chuj- trzeba przyjąć kucharkę


ja ci mówię siedź na dupie i nie ruszaj się teraz

bo właśnie Żanuaria zjadła Sieradz


pani Rosa spadła z wozu koniom lżej się zrobiło

panicz Julio na piechotę udał się do Gwadelupy

biedny peon na kolanach wyznał Manueli miłość

Lucesita na złość wszystkim po kryjomu daje dupy


Żanuaria jest w porzo tak mówiąc między nami

Wdupiła właśnie Denver razem z Karingtonami




siedzisz przed telewizorem w ekran gapisz jak głupi

Jeszcze nie wiesz że ciebie Żanuaria też wdupi

BZ

2002



sjudba czieławieka


na trotuarze stoi gość

tak zupełnie sobie jakby nigdy coś

patrzy też zupełnie ale niezbyt celnie

włosy ma na klacie i przydługie gacie

zresztą całe w żabki jakieś takie głupie

kiedy nikt nie widzi drapie się po dupie

a koszuli nie ma po co mu koszula

kiedy wszyscy patrzą wyciąga se ciula

buty ma zandały i jedną skarpetę

ale w niej nie chodzi nosi w niej gazetę

fajny jest w ogóle i intelygentny

kiedyś był premierem teraz sra za skwerem

spojrzał się przez ramię rozwarł wielkie wary

chciał ryknąć lecz zamarł leko się uszczypnął

wywalił klejnoty nasikał i zniknął

LSC

2001-10-21



wincent od wangogów pisze w paryżu


mansardowe okno i sera kawał

życie artysty to jeden zawał

wino w butelce skisło mi wielce

konsjerżka sie przypierdala a to gupia cipa

obetłem se ucho i jakoś mi głucho

jak kto do mnie z lewej mówi

nic nie słysze ino cisze

takbym chciał malować rury

ściany sufit i piwnice

szare mydło i klejówka

no może czasem emulsja

aż mnie coś tak podrywa

ale nie kupie farby bo nie mam tyle kasy

a marszandzi gupie kutasy

mówią wincent tyś jest dziki

ty se maluj słoneczniki

nie wychodź na ulice

bo jak cie złapią farbą ochlapią

postawią pod ściane masz przejebane

masz tu wincent batonika

namaluj se słonecznika

jak sie trafi jakiś gupi

to ten twój bohomaz kupi

dostaniesz dziesięć franków

nakupisz se kasztanków

jak ja ich kurwa nienawidze

sie chujami całkiem brzydze

omaluje im facjaty

bedzie jeden z drugim łaził parchaty

ucho dałem jednej dziwce

zasadziła je w doniczce

a jak drzewo będzie z niego

to je pomaluje w rzucik

drobny oraz czarno biały

lub w pepitkę albo w dynie

zresztą chuj tam farby mało

będzie niepomalowane stało

BZ

2002



strachydła


z gryzmołów na papierze

powstało dziwne zwierze

kłębi się i nie patrzy

ja nie wiem co to znaczy

marszczę brwi

skupiam myśl

boję się

chcę stąd iść

dziwne coś pręży kreski

jest czerwony to niebieski

ja nie poddam się bez walki

nóż korkociąg fidrygałki

beret kusza łojotoki

przędza barman chińskie loki

i zaryczał kurwa mać

znowu się zaczynam bać

gdzie uciekać gdzie się schować

Madryt szafa czy alkowa

błądzę wzrokiem po pokoju

frędzel pędzel włos z rosołu

paproch tramwaj praska wiosna

pius czterdziesty czółno z osła

zara zara koło zbyszka

leży sobie gumka myszka

dobra nasza ... jego mać

teraz on się zacznie bać

LSC

2001-12-20



WITEK (ballada ludowa)


miał na imię Witek

G a

i na węgiel kwitek

G a D

zabłocone buty

G D

i humor do dupy

a D

Ref.

i tak szedł szedł szedł

e H7

...chuj wie gdzie

e H7 D

szedł szedł szedł

e H7

...chuj wie gdzie

D e


(2x)

pił w przydrożnych barach

dzwonił telefonem

wcielał się na pewno

kalfas był mu domem

Ref.

i tak szedł szedł szedł (itd.)


pędził bimber z górki

wiedział co i komu

ale nie miał za złe

strzelał se z kondonów

Ref.

i tak szedł szedł szedł (itd.)

a jak szedł ku słońcu

w kurzu polnej drogi

to się wypierdolił

o swe własne nogi

Ref.

i tak szedł szedł szedł (itd.)

BZ

2001



śtyry łapy


bałwany z zupiej fali

dziesięć w skali Rosoła

soli dodajcie soli

ledwie słyszalny głos woła

potwory wypełzły na wierzch

setki szklistych par gał

makaronowe macki

wrogo skłębionych ciał

dochodzi do jedenastu

kipiel bulgoce i pluje

nie podchodź bez warzechy

gdy się rosół gotuje

ledwie zanurzysz czubek

rzucą się makarony

krwiożercze marchwie selery

i kurze łapy - cztery

LSC

2002-03-05



Wszyscy dostaną w ryj po równo


bardzo proszę tutaj

kolejeczka

panie na prawo

panowie na lewo

jeb dup ciul

ała ała za co

za jajco gnoju

to jest nowy porządek świata

jasny czysty i święty

wjebiemy wam jak leci

oto jutrzenka wolności wy zasrane chuje

BZ

2002



Świtezianka albo nie


wchodzę do sklepu jest pusto

ale to zupełnie p u ś c i u t e ń k o

patrzę w niebo gwiazd szukam

przewodniczek łodzi

nie to nie to

bezszelestnie sunę do lady

za ladą stoi eks pedientka

patrzy gdzieś

nie słyszy nie widzi

taka sowa krajobrazowa

a na ladzie leży masło

wielkie posolone masło

wyciągam łapy i kradnę

na żywca po chamsku

jest ciężkie jak byk

waży chyba z dwadzieściaosiemdziesiąt ton

dyszę pod ciężarem zgięty

wychodząc ze sklepu

potykam się i wypierdalam

solone ciulnęłło jebnęło i rozlazło

się

ludzie suną jak po maśle

w skarpetach na łyżwach

na kuniu tyż

zabawa

a w domu wystygła mi kawa

i sczerstw chleb

masła niedoczekał


LSC

2001-11-06



Zegarmiszcz


A kiedy przyjdzie po mnie owszem

Zegarmiszcz światła półpurowy

To mu wyjebię z laczka w baniak

A cios mam iście atomowy

Klepka z podłogi i mufa z rury

Tales z Miletu pudło z tektury

Życie tak mija jak gęsia szyja

Kanał plejboja radio maryja

Tu alleluja a tam hosanna

Dama z łasiczką, soból i panna

Tu się wychylę tam się podłożę

czasami fakju czasem broń boże

BZ

2001



taborety i piksele


jabłko jem

jabłko z pestkami jem i ogonem

przez mgłę idę nie widzę gdzie

pluje pestkami na boki

pod nogi nad siebie

trafiłem w trampolinę

wisiała gdzieś tam

wśród losów marnych

przeciskam się przez tłum

opada mgła

żółte zalewa przestrzeń

to nie azjaty to słońce wylazło wysoko

wyżej niż trampolina i się patrzy

słychać przeżuwanie choć nikt nie rusza szczęką

słychać mlaskanie choć nikt jęzorem nie miele

tu i ówdzie słychać beknięcia

nikt nic nie wie

tylko słońce co najwyżej wylazło wie

sld chujami je

LSC

2001-09-24



zwyczajne miasteczko na dzikim zachodzie


miasto jak inne nudne jak wszystkie

na skrzyżowaniu zast. szeryf. z gwizdkiem

dwa woły w rynku pijacy w szynku

w samo południe smętnie paskudnie

zza gór odległych ogólnie z dala

okrągły krzaczek wiatr przypierdala

spokój i cisza wtem kurzu tuman

krzyczą mieszkańcy ktoś jedzie ku nam

zjechali zewsząd rewolwerowcy

copywriterzy bace kaowcy

terkot bębenków szelest papieru

cytat z matriksa dla koneserów

niebo czerwone konie kradzione

wszystko dokładnie popierdolone

latają kule świstają ciule

nie jest bezpiecznie całkiem w ogóle

wjechał w to wszystko generał broni

w ręce ma szyszkę ostrogą dzwoni

przemawia pilnie kaszle sterylnie

pismejker taki chłopak z Kentaki

dostał centralnie w środek makówki

jebnął na glebę zadarł zelówki

ciało zabrali śmiało stąpali

kabaczki z pola zapierdalali

i tak jak przyszli tak też odeszli

z pieśnią na ustach albo bez pieśni

ja też spierdalam pospiesznie kończę

przybili za mną listy gończe

(chuje a niby za co)

BZ 2002




treść błahej maści


kupiłem bigos w komisie

chociaż wcale nie chciałem

uśmiechał się do mnie z póły

a obok stały grzegrzóły

a komisant nie wiedział

który to mógł być przedział

i odpuścił pukanie

bo mu cisło na sranie


LSC

2001-09-14



wieszcz i baba


kiedy mały był na ciele

bo nie jadał nazbyt wiele

kiedy śmierdział to obrzydle

bo się mydlił w zwykłym mydle

kiedy myślał to się pocił

kiedy mówił to się moczył

kiedy słuchał to z grymasem

lubił bawić się kutasem

patrzył krzywo lewym okiem

prawe mu pitało bokiem

ale niezły był w pisaniu

swych przemyśleń spapierzaniu

gdy brał pióro w łapki swoje

to był groźny jak kałboje

ciął z bekhendu jak Skrzetuski

pisząc nie zakładał bluzki

sączył piwo żarł kiełbase

pisał pisał bekał czasem

nagle stop wszystko skończone

pojął kobietę za żonę

przestał bekać przestał pisać

zaczął nosić kołnierz z lisa

choć to było nie w porządku

wrzód mu powstał na żołądku

potem mu zsiniało dupsko

nie mógł srać więc robił kupsko

popadł w obłęd przestał pić

zszedł pierdolnął - przestał życ

LSC

2000-11-03



Story Stefan Batory


kupiłem w sklepie mazdamera

jest żółto żółty, kawał sera

wtopiłem do niego kły z siekaczami

... nic

pogryzłem z lewej **

pogryzłem z prawej **

przełknąłem

chwilę odczekałem ***

mam to w dupie

już go więcej nie kupię


*- należy zastosować wymowną mimikę (mile widziana również bogata gestykulacja wręcz mowa całego ciała) ukazująca brak

przykład:

-„idę, patrzę a tam nic się nie dzieje!?”

**- to samo co * tylko jeszcze dosadniej.

No rusz dupsko i zamachaj łapkami!

***- chyba się kurwa domyślasz?

LSC

2002-10-04



wszystkie drogi prowadzą dodupy


siedzę sobie w aucie słyszę że coś chrupie

rozglądam się wszędzie patrzę a to wdupie

wyszła raz do sklepu sierżantka z reduty

kupiła charmatę schowała dodupy

uciekał raz złodziej strasznie był napruty

nie miał się gdzie schować wlazł do własnej dupy

pożycz mi dwie dychy nie mam na szalupę

nic ci nie pożyczę pocałuj mnie wdupę

dupa jest czymś ważnym ma wielkie uznanie

dupę ma prezydent papież parafianie

dupa to brzmi dupnie trzeba o nią dbać...

zrobiło się późno kładę dupę spać

LSC

2001-10-21



zajrzyjmy w bebechy


na samym środku siedzi mucha

czarna włochata czyli głucha

wazony do niej podoczepiali

i ci co pili i ci co mali

choć każdy wazon ma jedno ucho

to pusty w środku czyli nie słucho

a na wybrzuchu mają szlaczek

albo radyjko albo maczek

bo nikt im tego nie zabroni

z tatuażami na lewej skroni

i choćby przyszło dwóch konowałów

i każdy znałby dwieście banałów

i każdy miałby jeszcze dwie dychy

to se nie kupią za to zagrychy

nagle plask nagle trzask

flacha w górę wóda w rurę

najpierw szybciutko jak tłoki silnika

w górę i w dół ruszała się grdyka

i doi i ciągnie i bulka i sapie

bo ciecz z rury ciecze i przyjemnie piecze

a ciało od pionu odchyla się znacznie

łeb ciąży myśl ciąży kto to jest ten w komży

bo be ba baaardzo faajnaaeee byyło

aaalle musze juuż iyyyyyyyyeeeeeeeeee

ogóreczki marcheweczki śledzik szynka wołowinka

LSC

2001-10-09



zakapiory


wredne mordy późne pory

to są właśnie zakapiory

prokurator paragrafy

recydywa smród z pod pachy

żrą hałskejze i parówki

kotkom odkręcają główki

mają sznity i klapsznity

strupy parchy i wykwity

śpią bo muszą w tym co mają

później na to wszystko srają

a gdy przyjdzie dzielnicowy

to pitają do alkowy

zakapiory to są maczo

bo codziennie się łajdaczą

plują grinem i yellołem

obmacyją się pod stołem

LSC

2001-11-30



Zawiłość kolorów dżdżu


Konserwatyści przyszli na bal

wypili poncz nim zdjęli szal

zadęli w trąby chopy z trąbami

ktoś beknął śledziem marynowanym

A kiedy wyszli to pełno dżdżów

oblazło ich od stóp do głów

a barwy miały jak kalafiory

czikenburbony torreadory

zawiłe kurwa tak

LSC

2002-03-25



mociumpanie na ekranie


twardogłowe liberały

patataje madrygały

gladiatory bigbradery

człowiek z gumy rambo cztery

raz dwa trzy ręka drży

po pilota idziesz ty

zabierz browar i pół owcy

trzeba szamać leci obcy

ten jest głupi ten jest fajny

mózg na ścianie frankensztajny

napierdala terminator

pinda linda prowokator

cztery pięć sześć

trza coś zjeść

dawaj słój

zjemy łój

nie poszłem do lodówki

bo leciały rozkładówki

wjebałem swoje neurony

i chodzę odmóżdżony

siedem osiem dziewięć

kiedyś na coś miałem chęć

ale całkiem mi minęła

rzuciłem ją dla widea



jestem szczęśliwy jak por

powiem bez zbędnych metafor

przewinę się na podglądzie

może owszem lecz nie sądzę

dziesięęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęę

BZ

2001

Naszynal Drzeografik przedstawia: przewodnik po świecie2p3

A tu do wyboru strona skromna albo wypas